- Harry, nie wiem, czy to jest dobre wyjście - zapytałam, kiedy szliśmy do taksówki. Hm, świetne mam wyczucie, gdy oboje już jesteśmy wyszykowani. Jak na razie buty spisywały się dobrze, a mój towarzysz powiedział nawet, że wyglądam ślicznie. Boże, jak ja nie lubię tego słowa. Ale, swoją drogą on też prezentował się całkiem, hm... seksownie? A niech to, chyba mogę tak powiedzieć, w końcu niby jestem wolna, tak? Josh właśnie pokazał, jak bardzo mnie kochał, skoro uwierzył w jakieś bzdury. Mój Boże, nawet się z tymi chłopakami nie całowałam! Kurczę, nie wiem, jak z tematu mojego ubioru przeszłam na Josha, ale... Ech, nieważne.
- To jest bardzo dobre wyjście, wyluzujesz się, potańczymy. Zobaczysz, spodoba ci się - Loczek uniósł wysoko kąciki swoich ust. Tym ostatecznie przekonał mnie, żebym pojechała na tę imprezę. W końcu, wiecie, zajął się mną w takiej chwili. Chyba, że chce mnie wykorzystać. Cholera, znowu zaczynam!
Przez całą drogę siedzieliśmy w ciszy. Kiedy po piętnastu minutach, które wydawały się być godzinami, taksówka zatrzymała się pod wielkim domem, otworzyliśmy drzwi, wysiedliśmy i po chwili do Harry'ego zaczęli podchodzić jacyś ludzie, witając się z nim. Dziwnie się tam czułam, stałam sama, z boku, nikogo nie znając. Wreszcie ktoś zauważył mnie i od razu zwrócił się do Loczka:
- Styles, nowa dupeczka? - spytał, obdarzając mnie pożądliwym spojrzeniem. Ugh...
Harry spojrzał na mnie, lecz nie powiedział nic. Dziwne...
- Jak masz na imię? - zapytał jakiś chłopak wyłaniając się z tłumu, uśmiechając się szeroko.
Ooooo, kurczaki, to jest dopiero ciasteczko! Ciemne potargane włosy, krótki zarost, brązowe oczy, trochę podobny do Zayn'a, ale jednak... Awh, to nie to samo!
- Elisabeth - odpowiedziałam mu starając uśmiechnąć się jak najpiękniej. Tak, wiem. Wyszło to pewnie komicznie, ale co ja poradzę, że zawsze kiedy staram się zrobić na kimś dobre wrażenie, wychodzi zupełnie na odwrót?
- Chyba nie jesteś stąd? - spytał. Kurczę, dopiero teraz sobie uświadomiłam, że oni wszyscy mówią po angielsku, lecz z jakimś dziwnym akcentem.
- Anglia - mimowolnie uśmiechnęłam się na wspomnienie mojego cudownego kraju i rodziny. Stęskniłam się za nimi.
- Luca - wyciągnął swoją dłoń ku mojej. - Włoch z krwi i kości - dodał, na co roześmiałam się. Ach, to stąd ten akcent! Był tak uroczy! Dobra, już kończę, bo ta lampka wina w hotelu zaczyna uderzać mi do głowy.
Nagle poczułam czyjąś rękę wsuwającą się w moją dłoń. Spojrzałam na tajemniczego osobnika, który okazał się... Bingo! Harry'm.
- Może zatańczymy Lizzie? - zapytał zdrobniając moje imię. Przez to, jak również dlatego, że trzymał mnie za rękę, ludzie naokoło (w tym Luca, zaznaczam) na pewno pomyśleli, iż jesteśmy parą. Po co on to robi? A mówią, że to kobieca logika jest dziwna...
Z zamiarem przetłumaczenia czegoś do pustej kapusty Harry'ego zgodziłam się na taniec. Jak na złość, akurat zaczęła się wolna piosenka. Mój Boże, gdyby to był trzynasty piątek, pomyślałabym, że to naturalne, ale dziś!?
Wyszliśmy na drewniany, wypolerowany podest na podwórzu (o ile można tak nazwać te luksusy), który w tym wypadku był parkietem, ponieważ cała impreza odbywała się na świeżym powietrzu. Może po to, że kiedy komuś zrobi się niedobrze, nie będzie musiał wychodzić na zewnątrz? Nie mam pojęcia. Gdy stanęliśmy naprzeciw siebie Harry wziął moje dłonie w swoje wielkie ręce i położył je sobie na szyi, a swoje na mojej talii. No i ja się pytam, co on wyrabia!? Mało tego, on jeszcze przysunął się do mnie tak blisko, że stykaliśmy się ciałami. Dobrze, nie ukrywam, przez jeden moment poczułam dreszcz przechodzący przez mój kręgosłup, ale zaznaczam, to była tylko chwila!
Tak, jak planowałam, od razu zaczęłam swój monolog:
- Harry, nie jesteśmy parą, czemu tak się zachowujesz!? Miałam się zrelaksować, tak!? Więc mi na to pozwól, bo jak dotąd tylko się przez ciebie denerwuję! - próbowałam mówić szeptem, lecz przy tych ostatnich słowach niemalże krzyknęłam.
- Spokojnie... - tym jednym słowem mnie uciszył. Ale, ale. Jedno słówko by nie dało rady, pomógł sobie ustami...
____________________________________________
tak więc, mamy szesnastkę!
miała być dłuższa, i miała być w niej cała impreza, ale no cóż, musiałam Was czymś zaintrygować! :D ja okrutna :D
dziękuję za wszystko co dla mnie robicie, że poświęcacie swój czas, komentujecie, że w ogóle chce Wam się to czytać!
chciałabym znów prosić o jedno -> CZYTASZ - SKOMENTUJ, podziel się swoją opinią, bo naprawdę bardzo mi na niej zależy : )
dziękuję za uwagę : ) dobranocka misiaczki : *
wtorek, 21 sierpnia 2012
środa, 8 sierpnia 2012
Chapter fifteen
- I jak ci się podoba? - zapytałam Niall'a po pięciogodzinnych zakupach. Staliśmy na środku wielkiego włoskiego centrum handlowego, spoglądając na duży zegar, który wskazywał już dwudziestą czternaście. Byliśmy otoczeni bodajże pięćdziesięcioma torbami z naróżniejszych sklepów. Poczynając od Triumph'a, gdzie kupiłam bieliznę (nie łudźcie się, Niall był wtedy w jakimś komputerowym), poprzez C&A, skąd wzięliśmy wiele bluzek, między innymi śliczną białą koszulę za piętnaście euro, DeeZee czyli moje przepiękne botki, (którym wprost nie mogłam się oprzeć, i które były stosunkowo do koszuli drogie, bo kosztowały aż czterdzieści euro), a na niebieskich słuchawkach z Empiku, dla Niall'a kończąc. Oczywiście po drodze było wiele, wiele innych rzeczy, które kupiliśmy, ale gdybym miała je teraz wymienić, to chyba śmierć by mnie zastała.
- Jest świetnie! - odpowiedział chłopak z wymuszonym uśmiechem. Zapewne nogi bolały go już od dwóch godzin, jak cholera, ale sam się na to pisał, nieprawdaż?
- To co, może jeszcze Orsay? - wskazałam lekkim machnięciem ręki na sklep po naszej prawej stronie. No dobrze, ja też byłam już trochę zmęczona.
Na moje szczęście Niall od razu zaczął się ratować:
- Wiesz co? Jest już dość późno, chyba zaraz zaczną go zamykać... To może ta kawiarnia?
- Ha! Wygrałam, wygrałam! - w duchu zaczęłam wykonywać jakiś szalony taniec szczęścia. Mówiłam mu, że ze mną nie wytrzyma! Chociaż przyznam, że tyle ile zdołał, czyli pięć godzin, to i tak całkiem nieźle. Josh wymiękł po godzinie i dwudziestu dwóch minutach!
- Nie ciesz się tak, po prostu miałem dziś gorszy dzień... - powiedział udając obrażonego. Coś za bardzo mu to nie wyszło, bo po chwili wybuchnął śmiechem.
- No tak, nie martw się, w czym in... - nagle przerwałam. - Przecież ja nawet nie mam przy sobie pieniędzy, żeby ci oddać za te wszystkie zakupy! - wykrzyknęłam, nie mogąc się nadziwić, jaka byłam głupia. Przecież za wszystko płacił Niall! A ja mu na to pozwoliłam! Boże, widzisz i nie grzmisz...
- Żartujesz, prawda? - zapytał chłopak całkowicie poważny.
- Musimy to oddać... Myślisz, że jeszcze to przyjmą? Mam nadzieję, że tak... - ciągnęłam nie zwracając uwagi na to co mówił, więc wreszcie położył dłonie na moich ramionach, zacisnął je i powiedział:
- Niczego nie będziemy oddawać. Powiedzmy, że to jest nagroda w zakładzie. Przecież wygrałaś, tak? - uśmiechnął się ukazując swoje białe zęby, a na nich stały aparat. Pasował mu.
- No... Dobrze... W takim razie dziękuję - powiedziałam i przytuliłam go na znak wdzięczności. Wbrew temu co powiedziałam, szykowałam już dla niego małą niespodziankę.
- Wracamy? - spytał po chwili spoglądając na mnie błagalnym wzrokiem.
- Przecież widzę, że jedyne o czym marzysz to masaż stóp - zaśmiałam się i odwróciłam do wyjścia. Zanim chłopak zorientował się, że już ruszyłam, minęła chwila, więc musiał mnie gonić.
- Mam nadzieję, że umiesz go wykonywać.
- Chyba śnisz, kotku - rzuciłam przez ramię i poczułam na twarzy podmuch chłodniejszego już, wieczornego powietrza.
Gdy dotarliśmy do hotelu, zobaczyłam w moim pokoju czerwoną walizkę. Nareszcie przyleciała!
Otworzyłam ją i wyjęłam wszystkie najpotrzebniejsze na obecną chwilę rzeczy, po czym wyszłam na balkon, by zadzwonić do Josha.
Odebrał po czterech sygnałach:
- Słucham? - rozpoznałam w słuchawce jego zaspany głos. Hm, w Londynie jest dopiero ósma wieczorem. Dziwne, Josh, tak jak ja, nigdy nie chodził do łóżka tak wcześnie, chyba, że był chory. Od razu poczułam, że coś musiało się stać.
- Cześć, kochanie. Coś ci jest? Jesteś chory? - zasypałam go pytaniami.
- Tak, chory z miłości, wiesz? Jeszcze pytasz? Dlaczego nie pieprzysz się w tej chwili z jednym z tych twoich nowych kolegów, co? - warknął. Cholera, co mu się stało?
- Josh, o co ci chodzi?
- Zdjęcia.
- Jakie, na Boga zdjęcia?
- Wasze. Nie udawaj, Liz. Uznaję, że z nami koniec, tak?
- Ale... Jak to?
- Znasz ich dwa dni. Nie wiedziałem, że jesteś taka łatwa, El. - nie usłyszałam nic więcej, tylko pikanie w słuchawce, oznaczające zakończone połączenie.
Jego ostatnie słowa zabolały mnie najbardziej. Nie jestem łatwa. Wie o tym. O jakie zdjęcia mu chodziło?
Postanowiłam to sprawdzić, ale nie byłam w stanie. Rzuciłam się na poduszkę i zaczęłam płakać. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, wykrztusiłam zduszone szlochem "Proszę" i ujrzałam w drzwiach sylwetkę Harry'ego. Długo się nie widzieliśmy.
- Co się stało, Liz? - podbiegł do mojego łóżka zamykając drzwi. Nie wiem, jak, ani dlaczego, ale gdy tylko znów na niego spojrzałam, zaniosłam się jeszcze większym płaczem i wyrzuciłam z siebie wszystko. Harry bardzo się tym przejął i zdenerwował na mojego chłopaka. Nie, zaraz. Na mojego b y ł e g o chłopaka.
Nie mam pojęcia, jakim cudem w pół godziny później szykowałam się na imprezę. Harry powiedział, że po tym wszystkim muszę się wyluzować i odprężyć.
Zaczerwienione policzki i opuchnięte oczy udało mi się zakryć większą niż zwykle ilością pudru. Postanowiłam wypróbować nowe buty, i to dziwne, ale pierwszy raz w życiu, dobierałam sukienkę do butów. W końcu zdecydowałam się na zakupioną dziś prostą, granatową. Do tego dobrałam, jakąś biżuterię, torebkę i byłam gotowa. Chciałam jeszcze zadzwonić do rodziców.
Po upewnieniu ich, że wszystko ze mną w porządku, że nie pijemy alkoholu, że nie chodzimy nago (wtf?) i, że jestem grzeczna, pożegnałam się z nimi i wyszłam z pokoju. Nie wiedziałam, że w tę noc wszystko co powiedziałam rodzicom okaże się kłamstwem...
______________________________________________________
Tadaaam! Baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długie! Jak widzicie, naszła mnie wena!
Moim zdaniem to chyba najlepszy rozdział do tej pory, ale to pozostawiam Waszej ocenie.
Więc, baaaaaaaaaaaaaaaaardzo proszę, komentujcie! To naprawdę mega satysfakcja, że ktoś to czyta i, że mu się podoba. I duuuuża motywacja!
Pozdrówka : *
- Jest świetnie! - odpowiedział chłopak z wymuszonym uśmiechem. Zapewne nogi bolały go już od dwóch godzin, jak cholera, ale sam się na to pisał, nieprawdaż?
- To co, może jeszcze Orsay? - wskazałam lekkim machnięciem ręki na sklep po naszej prawej stronie. No dobrze, ja też byłam już trochę zmęczona.
Na moje szczęście Niall od razu zaczął się ratować:
- Wiesz co? Jest już dość późno, chyba zaraz zaczną go zamykać... To może ta kawiarnia?
- Ha! Wygrałam, wygrałam! - w duchu zaczęłam wykonywać jakiś szalony taniec szczęścia. Mówiłam mu, że ze mną nie wytrzyma! Chociaż przyznam, że tyle ile zdołał, czyli pięć godzin, to i tak całkiem nieźle. Josh wymiękł po godzinie i dwudziestu dwóch minutach!
- Nie ciesz się tak, po prostu miałem dziś gorszy dzień... - powiedział udając obrażonego. Coś za bardzo mu to nie wyszło, bo po chwili wybuchnął śmiechem.
- No tak, nie martw się, w czym in... - nagle przerwałam. - Przecież ja nawet nie mam przy sobie pieniędzy, żeby ci oddać za te wszystkie zakupy! - wykrzyknęłam, nie mogąc się nadziwić, jaka byłam głupia. Przecież za wszystko płacił Niall! A ja mu na to pozwoliłam! Boże, widzisz i nie grzmisz...
- Żartujesz, prawda? - zapytał chłopak całkowicie poważny.
- Musimy to oddać... Myślisz, że jeszcze to przyjmą? Mam nadzieję, że tak... - ciągnęłam nie zwracając uwagi na to co mówił, więc wreszcie położył dłonie na moich ramionach, zacisnął je i powiedział:
- Niczego nie będziemy oddawać. Powiedzmy, że to jest nagroda w zakładzie. Przecież wygrałaś, tak? - uśmiechnął się ukazując swoje białe zęby, a na nich stały aparat. Pasował mu.
- No... Dobrze... W takim razie dziękuję - powiedziałam i przytuliłam go na znak wdzięczności. Wbrew temu co powiedziałam, szykowałam już dla niego małą niespodziankę.
- Wracamy? - spytał po chwili spoglądając na mnie błagalnym wzrokiem.
- Przecież widzę, że jedyne o czym marzysz to masaż stóp - zaśmiałam się i odwróciłam do wyjścia. Zanim chłopak zorientował się, że już ruszyłam, minęła chwila, więc musiał mnie gonić.
- Mam nadzieję, że umiesz go wykonywać.
- Chyba śnisz, kotku - rzuciłam przez ramię i poczułam na twarzy podmuch chłodniejszego już, wieczornego powietrza.
Gdy dotarliśmy do hotelu, zobaczyłam w moim pokoju czerwoną walizkę. Nareszcie przyleciała!
Otworzyłam ją i wyjęłam wszystkie najpotrzebniejsze na obecną chwilę rzeczy, po czym wyszłam na balkon, by zadzwonić do Josha.
Odebrał po czterech sygnałach:
- Słucham? - rozpoznałam w słuchawce jego zaspany głos. Hm, w Londynie jest dopiero ósma wieczorem. Dziwne, Josh, tak jak ja, nigdy nie chodził do łóżka tak wcześnie, chyba, że był chory. Od razu poczułam, że coś musiało się stać.
- Cześć, kochanie. Coś ci jest? Jesteś chory? - zasypałam go pytaniami.
- Tak, chory z miłości, wiesz? Jeszcze pytasz? Dlaczego nie pieprzysz się w tej chwili z jednym z tych twoich nowych kolegów, co? - warknął. Cholera, co mu się stało?
- Josh, o co ci chodzi?
- Zdjęcia.
- Jakie, na Boga zdjęcia?
- Wasze. Nie udawaj, Liz. Uznaję, że z nami koniec, tak?
- Ale... Jak to?
- Znasz ich dwa dni. Nie wiedziałem, że jesteś taka łatwa, El. - nie usłyszałam nic więcej, tylko pikanie w słuchawce, oznaczające zakończone połączenie.
Jego ostatnie słowa zabolały mnie najbardziej. Nie jestem łatwa. Wie o tym. O jakie zdjęcia mu chodziło?
Postanowiłam to sprawdzić, ale nie byłam w stanie. Rzuciłam się na poduszkę i zaczęłam płakać. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, wykrztusiłam zduszone szlochem "Proszę" i ujrzałam w drzwiach sylwetkę Harry'ego. Długo się nie widzieliśmy.
- Co się stało, Liz? - podbiegł do mojego łóżka zamykając drzwi. Nie wiem, jak, ani dlaczego, ale gdy tylko znów na niego spojrzałam, zaniosłam się jeszcze większym płaczem i wyrzuciłam z siebie wszystko. Harry bardzo się tym przejął i zdenerwował na mojego chłopaka. Nie, zaraz. Na mojego b y ł e g o chłopaka.
Nie mam pojęcia, jakim cudem w pół godziny później szykowałam się na imprezę. Harry powiedział, że po tym wszystkim muszę się wyluzować i odprężyć.
Zaczerwienione policzki i opuchnięte oczy udało mi się zakryć większą niż zwykle ilością pudru. Postanowiłam wypróbować nowe buty, i to dziwne, ale pierwszy raz w życiu, dobierałam sukienkę do butów. W końcu zdecydowałam się na zakupioną dziś prostą, granatową. Do tego dobrałam, jakąś biżuterię, torebkę i byłam gotowa. Chciałam jeszcze zadzwonić do rodziców.
Po upewnieniu ich, że wszystko ze mną w porządku, że nie pijemy alkoholu, że nie chodzimy nago (wtf?) i, że jestem grzeczna, pożegnałam się z nimi i wyszłam z pokoju. Nie wiedziałam, że w tę noc wszystko co powiedziałam rodzicom okaże się kłamstwem...
______________________________________________________
Tadaaam! Baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długie! Jak widzicie, naszła mnie wena!
Moim zdaniem to chyba najlepszy rozdział do tej pory, ale to pozostawiam Waszej ocenie.
Więc, baaaaaaaaaaaaaaaaardzo proszę, komentujcie! To naprawdę mega satysfakcja, że ktoś to czyta i, że mu się podoba. I duuuuża motywacja!
Pozdrówka : *
czwartek, 2 sierpnia 2012
Chapter fourteen
Hm, to było co najmniej dziwne. No bo, hej, poznaliśmy się wczoraj. Nie roztrząsajmy tego. Taak, tak będzie lepiej.
Ja chyba nie robię temu chłopakowi jakichś nadziei? Nie, nie robię...
Zaraz, a co jeśli on sobie coś pomyślał? Wyobraził? Cholera jasna!
Nie, Liz. Nie pochlebiaj sobie.
Tak, jestem wariatką. Tak, rozmawiam ze sobą. Tak, lubię to. Nie, nie wysyłajcie mnie do psychiatryka.
Dobra, muszę się ubrać... Cholera! Przecież ja nie mam ubrań! Walizka została w samolocie!
Rzuciłam się biegiem w stronę korytarza, na którym widziałam znikającą już sylwetkę Niall'a.
- Niall! Zaczekaj! - krzyczałam, próbując złapać oddech. Nigdy nie miałam dobrej kondycji. Cholera, no. Nawet w szóstej klasie głupich dwóch kilometrów w piętnaście minut nie przebiegłam. Och taak, ukochane wspomnienia pana wuefisty. Ugh...
Chłopak chyba mnie usłyszał, ale odwrócił się dopiero kiedy byłam tuż za nim. W efekcie wpadłam wprost w jego ramiona. Błysk flesza. No, kuźwa! Niall jednak, w przeciwieństwie do Harry'ego nie odepchnął mnie, tylko się roześmiał. Zrobiło mi się z tego powodu, jakoś tak ciepło w środku. Ale w tej samej chwili, gdy to poczułam, przypomniałam sobie jedną rzecz. Chociaż może i dwie. Nic nie znaczące. Naprawdę, mało ważne. Po pierwsze: byłam w za dużej koszulce Josha, której wczoraj nie zmieniłam, bo nie miałam w czym spać. Jedynie w niej, zaznaczam. Po drugie: mam chłopaka, a tymczasem co chwila ląduję w ramionach jakichś obcych chłopaków. Tak, wiem, jestem dziwna, głupia i nie wiadomo co jeszcze.
Więc od razu po tym, jak sobie to uprzytomniłam, wyrwałam się lekko Niall'owi uśmiechając się przepraszająco.
- Emm... Mógłbyś mi pożyczyć jakieś ciuchy? Bo, no wiesz... Nie mam walizki i... - chłopak nie pozwolił mi do kończyć, bo zaczął zdejmować z siebie luźną sportową koszulkę. No żesz, cholera!
- Nie, nie, Niall - pośpiesznie zaprzeczyłam. No kurczę, będzie mi tu się negliżował na środku korytarza! - Chodzi mi raczej o jakiś dres, no wiesz, żebym miała w czym jechać.
- Aaa, no jasne. To chodź do pokoju - nadal się uśmiechał, choć widziałam, że się trochę zmieszał. No pięknie, teraz to już na pewno sobie coś pomyślał!
Jak nakazał, tak zrobiliśmy. Otworzył drzwi pokoju numer 1229, tylko jeden dalej od mojego. Moim oczom ukazał się względny porządek, który jednak po naszym wejściu został zakłócony, gdyż Niall zaczął grzebać po wszystkich szafkach, wyrzucając różne ubrania. Wow, nie wiedziałam, że chłopak może mieć tyle ciuchów! Wygrzebał mi jakiś zielony dres Adidasa i biały T-shirt. Wszystko na mnie dosłownie wisiało, ale musiałam się tym zadowolić.
- To, jak? Idziemy? - zapytał Niall, gdy wyszłam z łazienki w jego ubraniach. Kiedy mnie zobaczył, jego mina była...hm... przerażona? To chyba dobre słowo. - Obiecuję, że jak wrócimy to pójdziesz na zakupy - zaśmiał się po chwili.
- Lepiej nie, nie wytrzymałbyś ze mną nawet pięciu minut na zakupach!
- Założymy się? - zapytał tak, jakby bieganie po sklepach było dla niego normą.
- Pewnie! - odpowiedziałam ochoczo. Jeszcze mu pokażę, na co mnie stać!
__________________________________________________________________
PRZEPRASZAM!
Za to, że jest taki krótki, za to, że musieliście tyle czekać, za to, że jest taki słaby!
PRZEPRASZAM, jeszcze raz, ale tak strasznie nie miałam weny ostatnio. Napisałam jakieś kilka linijek, zaraz po dodaniu trzynastego rozdziału, a potem nic. Pustka. A czternastka jest dzięki Kasi :* Jakoś się zmobilizowałam. Wyszło, co wyszło, ale jest!
Dziękuję Wam, za tyle wyświetleń, miłych komentarzy!
Jesteście cudowni. Nawet nie wiecie, jak bardzo!
Pozdrówka xx
Ja chyba nie robię temu chłopakowi jakichś nadziei? Nie, nie robię...
Zaraz, a co jeśli on sobie coś pomyślał? Wyobraził? Cholera jasna!
Nie, Liz. Nie pochlebiaj sobie.
Tak, jestem wariatką. Tak, rozmawiam ze sobą. Tak, lubię to. Nie, nie wysyłajcie mnie do psychiatryka.
Dobra, muszę się ubrać... Cholera! Przecież ja nie mam ubrań! Walizka została w samolocie!
Rzuciłam się biegiem w stronę korytarza, na którym widziałam znikającą już sylwetkę Niall'a.
- Niall! Zaczekaj! - krzyczałam, próbując złapać oddech. Nigdy nie miałam dobrej kondycji. Cholera, no. Nawet w szóstej klasie głupich dwóch kilometrów w piętnaście minut nie przebiegłam. Och taak, ukochane wspomnienia pana wuefisty. Ugh...
Chłopak chyba mnie usłyszał, ale odwrócił się dopiero kiedy byłam tuż za nim. W efekcie wpadłam wprost w jego ramiona. Błysk flesza. No, kuźwa! Niall jednak, w przeciwieństwie do Harry'ego nie odepchnął mnie, tylko się roześmiał. Zrobiło mi się z tego powodu, jakoś tak ciepło w środku. Ale w tej samej chwili, gdy to poczułam, przypomniałam sobie jedną rzecz. Chociaż może i dwie. Nic nie znaczące. Naprawdę, mało ważne. Po pierwsze: byłam w za dużej koszulce Josha, której wczoraj nie zmieniłam, bo nie miałam w czym spać. Jedynie w niej, zaznaczam. Po drugie: mam chłopaka, a tymczasem co chwila ląduję w ramionach jakichś obcych chłopaków. Tak, wiem, jestem dziwna, głupia i nie wiadomo co jeszcze.
Więc od razu po tym, jak sobie to uprzytomniłam, wyrwałam się lekko Niall'owi uśmiechając się przepraszająco.
- Emm... Mógłbyś mi pożyczyć jakieś ciuchy? Bo, no wiesz... Nie mam walizki i... - chłopak nie pozwolił mi do kończyć, bo zaczął zdejmować z siebie luźną sportową koszulkę. No żesz, cholera!
- Nie, nie, Niall - pośpiesznie zaprzeczyłam. No kurczę, będzie mi tu się negliżował na środku korytarza! - Chodzi mi raczej o jakiś dres, no wiesz, żebym miała w czym jechać.
- Aaa, no jasne. To chodź do pokoju - nadal się uśmiechał, choć widziałam, że się trochę zmieszał. No pięknie, teraz to już na pewno sobie coś pomyślał!
Jak nakazał, tak zrobiliśmy. Otworzył drzwi pokoju numer 1229, tylko jeden dalej od mojego. Moim oczom ukazał się względny porządek, który jednak po naszym wejściu został zakłócony, gdyż Niall zaczął grzebać po wszystkich szafkach, wyrzucając różne ubrania. Wow, nie wiedziałam, że chłopak może mieć tyle ciuchów! Wygrzebał mi jakiś zielony dres Adidasa i biały T-shirt. Wszystko na mnie dosłownie wisiało, ale musiałam się tym zadowolić.
- To, jak? Idziemy? - zapytał Niall, gdy wyszłam z łazienki w jego ubraniach. Kiedy mnie zobaczył, jego mina była...hm... przerażona? To chyba dobre słowo. - Obiecuję, że jak wrócimy to pójdziesz na zakupy - zaśmiał się po chwili.
- Lepiej nie, nie wytrzymałbyś ze mną nawet pięciu minut na zakupach!
- Założymy się? - zapytał tak, jakby bieganie po sklepach było dla niego normą.
- Pewnie! - odpowiedziałam ochoczo. Jeszcze mu pokażę, na co mnie stać!
__________________________________________________________________
PRZEPRASZAM!
Za to, że jest taki krótki, za to, że musieliście tyle czekać, za to, że jest taki słaby!
PRZEPRASZAM, jeszcze raz, ale tak strasznie nie miałam weny ostatnio. Napisałam jakieś kilka linijek, zaraz po dodaniu trzynastego rozdziału, a potem nic. Pustka. A czternastka jest dzięki Kasi :* Jakoś się zmobilizowałam. Wyszło, co wyszło, ale jest!
Dziękuję Wam, za tyle wyświetleń, miłych komentarzy!
Jesteście cudowni. Nawet nie wiecie, jak bardzo!
Pozdrówka xx
piątek, 20 lipca 2012
Chapter thirteen
- Liz... Lizzie... - usłyszałam nad sobą czyjś głos. Nie otwierałam oczu, a i tak byłam zbyt zaspana, by określić kto to.
- Mamo, jeszcze chwilę... Pięć minut i wstaję... - powiedziałam i lekko podniosłam prawą powiekę. - Cholera! Harry, skąd ty się tu wziąłeś?
Chłopak pod wpływem mojego nagłego krzyku potknął się i wywrócił na podłogę, a że trzymał przy tym moją kołdrę to spadłam na niego. Czy to jest normalne, że my co chwilę znajdujemy się tak blisko siebie? Nagle ktoś szarpnął za klamkę od drzwi.
- Już jej powiedziałeś Har... - tą osobą okazał się Niall, który zdaje się wyrobił sobie już teorię na temat tego co działo się w moim pokoju, bo za chwilę, gdy już się trochę otrząsnął, dodał:
- Przepraszam, myślałem... Dobra, już wychodzę... - odwrócił się do drzwi, ale zatrzymał się, kiedy powiedziałam:
- Nie Niall, naprawdę. To nie tak jak myślisz, zostań.
Moja króciutka przemowa raczej nie zrobiła na nim wrażenia, ponieważ pokręcił tylko głową i ledwie słyszalnie uciął naszą rozmowę zdaniem:
- Nie tłumacz się, Liz. Po prostu na niego uważaj.
"Uważaj na niego"!? A kim on niby jest? Płatnym mordercą? Psychopatycznym gwałcicielem?
Spojrzałam pytająco na Harry'ego, a ten odpowiedział mi tym samym.
- Hm, El... Mogłabyś...? - wskazał ręką na swoje krocze. Zrozumiałam, ale wstałam "niechcący", lekko kopiąc go w czułe miejsce.
- Ojej, przepraszam! Nie wiedziałam, że tu jesteś, bo kto normalny wkrada się do pokoju koleżanki i zwala ją na podłogę? Ach, tylko Harry. Ale zaraz. Nie, przecież ty nie jesteś normalny! To wszystko wyjaśnia! - wrzasnęłam wściekła. Brakuje mi tylko, żeby wyrobili sobie o mnie opinię łatwej dziewczyny!
- Przecież nic się nie stało! Chciałem cię tylko obudzić - chłopak uniósł lekko kąciki ust. Jeszcze się będzie ze mnie śmiał!
Spojrzałam na zegarek. 08:30. Ludzie, czy ja nie mogę się wreszcie wyspać? Mylę się, albo mam wakacje?
- A po cóż takiego chciałeś mnie obudzić o TEJ godzinie!?
- Idziemy na próbę - odpowiedział Harry. O mój Boże, i tylko tego żądali tak rano? Powiedzieć mi, że idą na próbę?
- Hmm, okej. Lećcie, nie pozabijajcie się jedzeniem po drodze, bo Niall będzie płakał - zaśmiałam się wtulając swoją twarz w poduszkę.
- Widzę, że trochę się już w nas zorientowałaś. Ja jestem ten uroczy - usłyszałam, że się śmieje. Ugh.
- Nie wątpię, dupku. A teraz wypad, śpię nago - "wyprosiłam go ledwo dosłyszalnie się przy tym śmiejąc.
- Och... Ale.. Przepraszam... - on chyba naprawdę w to uwierzył, choć nie wiem czemu, bo przecież leżałam na nim, więc... Nieważne. I w dodatku się zawstydził! Zupełnie, jak Caitlin, kiedy zastała mnie i Josha w dwuznacznej sytuacji. Ale wtedy nic nie robiliśmy, przysięgam! Tylko się całowaliśmy. Ach, zaraz. Caitlin najpierw się zaczerwieniła, ale w chwilę potem dodała: Moglibyście się powstrzymać przed wymienianiem się zarazkami, chociaż przy ludziach. "Przy ludziach", bo to było w parku. Wspominałam już, że nienawidzę swojej siostry?
- Żartuję, idioto - powiedziałam głośno, jakby wołając o pomstę do nieba.
Chłopak się roześmiał.
- Ale z tym, żebyś się wynosił, to była prawda - przywołałam go do porządku. Już teraz nie wiem, czy zdołam jeszcze usnąć. Ugh.
- Wychodzę - usłyszałam jego głos z oddali, gdzieś przy drzwiach. - Ciemoku - dodał, za co oberwał poduszką w głowę.
Już prawie usnęłam i jedną nogą byłam gdzieś na Bahamach, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Wtedy byłam pewna, że już nie zasnę. Zagryzę! Z bojowym nastawieniem wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi.
- Zabiję cię, bezlitosna istoto - powiedziałam z przymkniętymi oczami. Dopiero po chwili zauważyłam, że jest to Niall. Był bardzo zdziwiony, chociaż nie wiem, czy przez moje powitanie, czy ubiór, którym była za duża na mnie koszulka Josha.
- Jasne, to ja już pójdę - wymamrotał.
- O nie, jak już mnie rozbudziłeś, to mów co chcesz - uśmiechnęłam się na tyle życzliwie na ile było mnie stać.
- Tylko pomyślałem, że... No cóż... Może chciałabyś z nami jechać, zobaczyć jak śpiewamy, wieczorem mamy koncert, zapraszam. Chociaż... Dobra, nieważne. Zapomnij - rzucił. Był taki zestresowany i uroczy, że nie mogłam się nie zgodzić. Zresztą i tak nie zmrużyłabym już oka.
- Poczekajcie dziesięć minut. Wykończycie mnie wkrótce - zakończyłam wypowiedź teatralnym westchnieniem, na co Niall zareagował głośnym śmiechem. Też zaczęłam się śmiać. To zaraźliwe. Odwróciłam się i już miałam iść do łazienki, kiedy chłopak złapał mnie za rękę i powiedział:
- Lizzie... Hm... Fajnie, że na ciebie wpadliśmy.
_____________________________________________
dobra, to JEST długie!
dziękuję za tyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyle wyświetleń i miłych komentarzy!
jesteście cudowni!
jeśli macie jakieś sugestie, lub coś co można tu poprawić, to śmiało piszcie!
i odpowiadam na pytanie "Jo":
mogę informować, jeśli chcecie : )
zostawcie w komentarzu swoje gadu, lub link do fejsa.
możecie się śmiać:
nie mam twittera.
pozdrawiam xx
- Mamo, jeszcze chwilę... Pięć minut i wstaję... - powiedziałam i lekko podniosłam prawą powiekę. - Cholera! Harry, skąd ty się tu wziąłeś?
Chłopak pod wpływem mojego nagłego krzyku potknął się i wywrócił na podłogę, a że trzymał przy tym moją kołdrę to spadłam na niego. Czy to jest normalne, że my co chwilę znajdujemy się tak blisko siebie? Nagle ktoś szarpnął za klamkę od drzwi.
- Już jej powiedziałeś Har... - tą osobą okazał się Niall, który zdaje się wyrobił sobie już teorię na temat tego co działo się w moim pokoju, bo za chwilę, gdy już się trochę otrząsnął, dodał:
- Przepraszam, myślałem... Dobra, już wychodzę... - odwrócił się do drzwi, ale zatrzymał się, kiedy powiedziałam:
- Nie Niall, naprawdę. To nie tak jak myślisz, zostań.
Moja króciutka przemowa raczej nie zrobiła na nim wrażenia, ponieważ pokręcił tylko głową i ledwie słyszalnie uciął naszą rozmowę zdaniem:
- Nie tłumacz się, Liz. Po prostu na niego uważaj.
"Uważaj na niego"!? A kim on niby jest? Płatnym mordercą? Psychopatycznym gwałcicielem?
Spojrzałam pytająco na Harry'ego, a ten odpowiedział mi tym samym.
- Hm, El... Mogłabyś...? - wskazał ręką na swoje krocze. Zrozumiałam, ale wstałam "niechcący", lekko kopiąc go w czułe miejsce.
- Ojej, przepraszam! Nie wiedziałam, że tu jesteś, bo kto normalny wkrada się do pokoju koleżanki i zwala ją na podłogę? Ach, tylko Harry. Ale zaraz. Nie, przecież ty nie jesteś normalny! To wszystko wyjaśnia! - wrzasnęłam wściekła. Brakuje mi tylko, żeby wyrobili sobie o mnie opinię łatwej dziewczyny!
- Przecież nic się nie stało! Chciałem cię tylko obudzić - chłopak uniósł lekko kąciki ust. Jeszcze się będzie ze mnie śmiał!
Spojrzałam na zegarek. 08:30. Ludzie, czy ja nie mogę się wreszcie wyspać? Mylę się, albo mam wakacje?
- A po cóż takiego chciałeś mnie obudzić o TEJ godzinie!?
- Idziemy na próbę - odpowiedział Harry. O mój Boże, i tylko tego żądali tak rano? Powiedzieć mi, że idą na próbę?
- Hmm, okej. Lećcie, nie pozabijajcie się jedzeniem po drodze, bo Niall będzie płakał - zaśmiałam się wtulając swoją twarz w poduszkę.
- Widzę, że trochę się już w nas zorientowałaś. Ja jestem ten uroczy - usłyszałam, że się śmieje. Ugh.
- Nie wątpię, dupku. A teraz wypad, śpię nago - "wyprosiłam go ledwo dosłyszalnie się przy tym śmiejąc.
- Och... Ale.. Przepraszam... - on chyba naprawdę w to uwierzył, choć nie wiem czemu, bo przecież leżałam na nim, więc... Nieważne. I w dodatku się zawstydził! Zupełnie, jak Caitlin, kiedy zastała mnie i Josha w dwuznacznej sytuacji. Ale wtedy nic nie robiliśmy, przysięgam! Tylko się całowaliśmy. Ach, zaraz. Caitlin najpierw się zaczerwieniła, ale w chwilę potem dodała: Moglibyście się powstrzymać przed wymienianiem się zarazkami, chociaż przy ludziach. "Przy ludziach", bo to było w parku. Wspominałam już, że nienawidzę swojej siostry?
- Żartuję, idioto - powiedziałam głośno, jakby wołając o pomstę do nieba.
Chłopak się roześmiał.
- Ale z tym, żebyś się wynosił, to była prawda - przywołałam go do porządku. Już teraz nie wiem, czy zdołam jeszcze usnąć. Ugh.
- Wychodzę - usłyszałam jego głos z oddali, gdzieś przy drzwiach. - Ciemoku - dodał, za co oberwał poduszką w głowę.
Już prawie usnęłam i jedną nogą byłam gdzieś na Bahamach, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Wtedy byłam pewna, że już nie zasnę. Zagryzę! Z bojowym nastawieniem wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi.
- Zabiję cię, bezlitosna istoto - powiedziałam z przymkniętymi oczami. Dopiero po chwili zauważyłam, że jest to Niall. Był bardzo zdziwiony, chociaż nie wiem, czy przez moje powitanie, czy ubiór, którym była za duża na mnie koszulka Josha.
- Jasne, to ja już pójdę - wymamrotał.
- O nie, jak już mnie rozbudziłeś, to mów co chcesz - uśmiechnęłam się na tyle życzliwie na ile było mnie stać.
- Tylko pomyślałem, że... No cóż... Może chciałabyś z nami jechać, zobaczyć jak śpiewamy, wieczorem mamy koncert, zapraszam. Chociaż... Dobra, nieważne. Zapomnij - rzucił. Był taki zestresowany i uroczy, że nie mogłam się nie zgodzić. Zresztą i tak nie zmrużyłabym już oka.
- Poczekajcie dziesięć minut. Wykończycie mnie wkrótce - zakończyłam wypowiedź teatralnym westchnieniem, na co Niall zareagował głośnym śmiechem. Też zaczęłam się śmiać. To zaraźliwe. Odwróciłam się i już miałam iść do łazienki, kiedy chłopak złapał mnie za rękę i powiedział:
- Lizzie... Hm... Fajnie, że na ciebie wpadliśmy.
_____________________________________________
dobra, to JEST długie!
dziękuję za tyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyle wyświetleń i miłych komentarzy!
jesteście cudowni!
jeśli macie jakieś sugestie, lub coś co można tu poprawić, to śmiało piszcie!
i odpowiadam na pytanie "Jo":
mogę informować, jeśli chcecie : )
zostawcie w komentarzu swoje gadu, lub link do fejsa.
możecie się śmiać:
nie mam twittera.
pozdrawiam xx
poniedziałek, 16 lipca 2012
Chapter twelve
Cholera, w co ja się pakuję? Mam zamieszkać (niby na krótko, ale jednak) z piątką praktycznie nieznanych mi facetów. Nie jestem normalna. A co jeśli mnie zgwałcą i porzucą gdzieś w lesie? Dobra, odkąd tu jesteśmy nie widziałam żadnego lasu, ale może dlatego, że dopiero wyjechaliśmy z lotniska. Mogłam nie wsiadać do tego samochodu. Mogłam w ogóle nie wsiadać do tego samolotu! Taaak, chciałam się dowiedzieć, jak to się w ogóle stało, że tego nie zauważyli.
- Nie mam pojęcia - wypowiadając to zdanie kierownik całego tego kramu nazwanego liniami lotniczymi wybałuszył oczy. Już miałam zacząć się wydzierać, że pozwę ich do sądu, kiedy Harry wziął mnie za rękę i powiedział:
- Nic się nie stało, zostaniesz u nas.
Świetnie. I tak właśnie wyszło, że jestem tu, w jakiejś przeklętej limuzynie, z piątką idiotów, którzy co chwila czymś w siebie rzucają. O tak, padają różne przedmioty, między innymi buty, okulary, a nawet, o zgrozo, jedzenie. Louis rzucił nim w Niall'a, a gdy ten zobaczył, iż są to skrzydełka z kurczaka z Nando's, za całe 9 funtów i 30 pensów powiedział, że jest to, cytuję: "świętokradztwo" i o mało się nie rozpłakał. Właśnie głównie po tym zorientowałam się, że to kompletni wariaci.
- Liz, chcesz coś do jedzenia? Zabraliśmy tego trochę z Londynu - Niall pokazał mi całą walizkę skittles'ów, rafaello, merci, mentos'ów, nimm2, knoppers'ów i innych podobnych rzeczy.
- Hm, Niall... Dzięki tobie poznałam nowe znaczenie słowa "trochę" - powiedziałam z uśmiechem. - Z chęcią bym wzięła, ale niestety - wskazałam na swój brzuch - nie mam takiej szybkiej przemiany materii, jak Ty.
Chłopak spojrzał na mnie z powątpiewaniem, pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Chyba domyślił się, że nie uda mu się mnie przekonać. Czuję, że się z nim dogadam!
Samochód zatrzymał się gwałtownie.
- Dojechaliśmy! Uwaga na fotoreporterów - Harry uśmiechnął się do mnie przepraszająco. Wzruszyłam ramionami. W sumie dzięki nim mam gdzie spać.
Ekhm...
Myśląc "gdzieś", nie wiedziałam, że jest to pięciogwiazdkowy hotel w samym Neapolu!
- Hm, Harry... - zaczęłam niepewnie.
- Tak?
- Ja... Nie mam kasy, nie mam z czego wam oddać, nie mogę tu miesz... - chłopak zasłonił mi ręką usta i ku mojemu zdziwieniu znów znaleźliśmy się bardzo blisko siebie.
- Nie zamierzałem nawet brać od ciebie jakichkolwiek pieniędzy, wariatko - uśmiechnął się szeroko i pocałował w czoło. Wait, what!?
Znów błysk aparatu. Harry oderwał się ode mnie, ale choć tym razem zrobił to delikatnie, to poczułam coś na kształt ukłucia. Chyba tego, że jakby mnie odrzuca, ale jednak nie mogłam przestać o tym myśleć. Tak wiem, zachowuję się idiotka. Najpierw mam pretensje o to, że mnie całuje, a potem sama tego chcę.
Nie,stop. Ja wcale nie pomyślałam tego ostatniego zdania. Zapomnijmy...
Nagle zewsząd dobiegły nas krzyki reporterów:
- Harry, czy to twoja nowa dziewczyna?
- Jak się nazywasz?
- Od jak dawna jesteście ze sobą?
Zaraz mi pękną bębenki w uszach. Harry nachylił się nad moim uchem, zważając, że przy moim wzroście metra siedemdziesięciu, byłam przy nim jakby trochę malutka i szepnął:
- Na trzy biegniemy do środka. Raz... Dwa...
- Trzy! - wykrzyknęłam, śmiejąc się głośno. Wpadliśmy do hotelu i moim oczom ukazały się piękne mahoniowe meble, kryształowe żyrandole, czerwonozłote dywany i ciemnozielone lampy. Chłopak pobiegł do recepcji i w dosłownie pięć sekund później wrócił z dwoma kluczami do pokoi. Oboje szybko popędziliśmy do windy. Piętro dwunaste, pokój 1226 i 1227...
__________________________________________________________
mam nadzieję, że się spodoba : )
liczę na komentarze, dla Was to moment, a dla mnie duża motywacja : )
pozdrawiam xx
- Nie mam pojęcia - wypowiadając to zdanie kierownik całego tego kramu nazwanego liniami lotniczymi wybałuszył oczy. Już miałam zacząć się wydzierać, że pozwę ich do sądu, kiedy Harry wziął mnie za rękę i powiedział:
- Nic się nie stało, zostaniesz u nas.
Świetnie. I tak właśnie wyszło, że jestem tu, w jakiejś przeklętej limuzynie, z piątką idiotów, którzy co chwila czymś w siebie rzucają. O tak, padają różne przedmioty, między innymi buty, okulary, a nawet, o zgrozo, jedzenie. Louis rzucił nim w Niall'a, a gdy ten zobaczył, iż są to skrzydełka z kurczaka z Nando's, za całe 9 funtów i 30 pensów powiedział, że jest to, cytuję: "świętokradztwo" i o mało się nie rozpłakał. Właśnie głównie po tym zorientowałam się, że to kompletni wariaci.
- Liz, chcesz coś do jedzenia? Zabraliśmy tego trochę z Londynu - Niall pokazał mi całą walizkę skittles'ów, rafaello, merci, mentos'ów, nimm2, knoppers'ów i innych podobnych rzeczy.
- Hm, Niall... Dzięki tobie poznałam nowe znaczenie słowa "trochę" - powiedziałam z uśmiechem. - Z chęcią bym wzięła, ale niestety - wskazałam na swój brzuch - nie mam takiej szybkiej przemiany materii, jak Ty.
Chłopak spojrzał na mnie z powątpiewaniem, pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Chyba domyślił się, że nie uda mu się mnie przekonać. Czuję, że się z nim dogadam!
Samochód zatrzymał się gwałtownie.
- Dojechaliśmy! Uwaga na fotoreporterów - Harry uśmiechnął się do mnie przepraszająco. Wzruszyłam ramionami. W sumie dzięki nim mam gdzie spać.
Ekhm...
Myśląc "gdzieś", nie wiedziałam, że jest to pięciogwiazdkowy hotel w samym Neapolu!
- Hm, Harry... - zaczęłam niepewnie.
- Tak?
- Ja... Nie mam kasy, nie mam z czego wam oddać, nie mogę tu miesz... - chłopak zasłonił mi ręką usta i ku mojemu zdziwieniu znów znaleźliśmy się bardzo blisko siebie.
- Nie zamierzałem nawet brać od ciebie jakichkolwiek pieniędzy, wariatko - uśmiechnął się szeroko i pocałował w czoło. Wait, what!?
Znów błysk aparatu. Harry oderwał się ode mnie, ale choć tym razem zrobił to delikatnie, to poczułam coś na kształt ukłucia. Chyba tego, że jakby mnie odrzuca, ale jednak nie mogłam przestać o tym myśleć. Tak wiem, zachowuję się idiotka. Najpierw mam pretensje o to, że mnie całuje, a potem sama tego chcę.
Nie,stop. Ja wcale nie pomyślałam tego ostatniego zdania. Zapomnijmy...
Nagle zewsząd dobiegły nas krzyki reporterów:
- Harry, czy to twoja nowa dziewczyna?
- Jak się nazywasz?
- Od jak dawna jesteście ze sobą?
Zaraz mi pękną bębenki w uszach. Harry nachylił się nad moim uchem, zważając, że przy moim wzroście metra siedemdziesięciu, byłam przy nim jakby trochę malutka i szepnął:
- Na trzy biegniemy do środka. Raz... Dwa...
- Trzy! - wykrzyknęłam, śmiejąc się głośno. Wpadliśmy do hotelu i moim oczom ukazały się piękne mahoniowe meble, kryształowe żyrandole, czerwonozłote dywany i ciemnozielone lampy. Chłopak pobiegł do recepcji i w dosłownie pięć sekund później wrócił z dwoma kluczami do pokoi. Oboje szybko popędziliśmy do windy. Piętro dwunaste, pokój 1226 i 1227...
__________________________________________________________
mam nadzieję, że się spodoba : )
liczę na komentarze, dla Was to moment, a dla mnie duża motywacja : )
pozdrawiam xx
czwartek, 12 lipca 2012
Chapter eleven
Usnęłam. Tak? W każdym razie chyba tak. Miałam okropny sen. Harry był w samolocie. We śnie oczywiście. We śnie?
- Hej, mała! Obudź się! Lądujemy. - ktoś szturchał mnie w ramię, bo oczy miałam jeszcze zamknięte. Natychmiast je otworzyłam. Zobaczyłam przystojnego, uśmiechniętego blondyna. Był ubrany w szare dresy i zieloną bluzę z bodajże poliestru. Nienawidzę takich bluz. Ale o dziwo na nim wyglądała dobrze. - Włochy czekają! - dodał.
Taak, lądujemy.
Co!? WŁOCHY!?
- Przepraszam, ale ja lecę do Hiszpanii - oznajmiłam. Jego niewyraźna mina wyjaśniła mi wszystko. Wsiadłam do cholernego samolotu do Włoch!
Cudownie, po prostu świetnie.
- Coś się stało? - spytał chłopak widząc moje zdenerwowanie. Spojrzałam na niego. Jego miły i sympatyczny wyraz twarzy sprawił, że opowiedziałam mu wszystko w takim skrócie, jakim tylko umiałam.
- Zadzwoń do swoich rodziców - zaproponował. Zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu telefonu. Znalazłam. Jasne. Z rozładowaną baterią. Cała droga z włączoną muzyką w słuchawkach. Pięknie.
Zobaczył to i od razu wziął mnie za rękę.
- Pożyczysz mój - uśmiechnął się. Popatrzyłam na niego z wdzięcznością i podążyłam za jego plecami w stronę wejścia dla VIP-ów. VIP-ów? Okeeeej...
Przeszłam przez drzwiczki i moim oczom ukazało się wielkie pomieszczenie z luksusowymi mahoniowymi meblami. W rogu na kremowej, skórzanej sofie siedziało trzech chłopaków.
Jeden z nich spojrzał na... No właśnie, nie wiem nawet, jak ma na imię mój wybawiciel. W każdym razie, spjrzał na mojego nowego kolegę, a potem wymownie na mnie, po czym powiedział:
- Wow, Horan. Widzę, że kogoś sobie przygruchałeś. - na jego słowa pozostała dwójka podniosła głowy i otaksowała mnie wzrokiem. Jeden był mulatem z czarnymi włosami, drugi zaś ciemnym blondynem.
- Ekhm... Nie, dziewczyna wpakowała się do złego samolotu. Chciała lecieć do Hiszpanii. - oświadczył... kurczę.
- Jak masz na imię? - zapytałam Wybawiciela przepraszającym tonem. Spojrzał na mnie z rozbawieniem i powiedział:
- Niall.
- Ja Louis, to Liam i Zayn! - krzyknął chłopak, który wziął nas za parę.
- Komu się przedstawiacie? - do pokoju wszedł pół nagi brunet. Po mokrych włosach i ręczniku na biodrach poznałam, że dopiero co wyszedł spod prysznica. Maleńkie kropelki wody spływały po wyraźnie zarysowanych mięśniach brzucha i kościach biodrowych. "Droga do nieba"? Chyba można tak powiedzieć. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę, zrobił wielkie oczy i po chwili wydukał:
- El... Liz? - dopiero wtedy zauważyłam, kim jest. Harry. Cholera jasna, czy on mnie śledzi? Chociaż nie, ja miałam lecieć do Hiszpanii, więc tak jakby, ja jego. Dobra, to za trudne, jak na moją głowę.
- Wy się znacie? - zapytał Niall. Kurczę, to samo pytanie, dotyczące tej samej osoby.
- Taaak - przyznałam. - Niestety - dodałam ciszej.
- Co? Co ty tutaj robisz? - spytał Harry powoli odzyskując przytomność umysłu.
Niall opowiedział mu wszystko, ale skrócił to jeszcze bardziej niż ja. Wątpiłam, że to możliwe, a jednak.
- Taaak, to czeka mnie upojna noc na zimnym chodniku, bo jakieś pieniądze mam w walizce, a ją w samolocie, który w tej chwili - spojrzałam na zegarek - właśnie wylądował w Hiszpanii.
Chłopcy spojrzeli na mnie rozbawieni.
- To chyba oczywiste, że prześpisz się u nas - powiedział Liam, a reszta mu przytaknęła. Roześmiałam się.
- Dobry żart, naprawdę. Ale teraz serio muszę się zastanowić gdzie mam spać.
- Nie ma nad czym się zastanawiać. Jedziesz do naszego hotelu - zadecydował Niall, nie dając mi już prawa do odmowy swoim spojrzeniem. Po chwili ocknęłam się i zapytałam Harry'ego:
- Co ty tu w ogóle robisz? Mały zespół, tak? I VIP'owskie miejsca?
Widziałam, że chłopak się zmieszał. Już miał coś odpowiedzieć, ale w słowo wpadł mu Zayn mówiąc:
- Mały? - udał, że się krztusi. - Mamy koło ośmiu milionów fanów na facebook'u.
Świetnie.
___________________________________________________________
dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem, mam nadzieję, że teraz będzie jeszcze więcej : )
mam dla Was coś, zakochałam się, po prostu zakochałam:
http://www.youtube.com/watch?v=36ytf1_eMaU&feature=relmfu
- Hej, mała! Obudź się! Lądujemy. - ktoś szturchał mnie w ramię, bo oczy miałam jeszcze zamknięte. Natychmiast je otworzyłam. Zobaczyłam przystojnego, uśmiechniętego blondyna. Był ubrany w szare dresy i zieloną bluzę z bodajże poliestru. Nienawidzę takich bluz. Ale o dziwo na nim wyglądała dobrze. - Włochy czekają! - dodał.
Taak, lądujemy.
Co!? WŁOCHY!?
- Przepraszam, ale ja lecę do Hiszpanii - oznajmiłam. Jego niewyraźna mina wyjaśniła mi wszystko. Wsiadłam do cholernego samolotu do Włoch!
Cudownie, po prostu świetnie.
- Coś się stało? - spytał chłopak widząc moje zdenerwowanie. Spojrzałam na niego. Jego miły i sympatyczny wyraz twarzy sprawił, że opowiedziałam mu wszystko w takim skrócie, jakim tylko umiałam.
- Zadzwoń do swoich rodziców - zaproponował. Zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu telefonu. Znalazłam. Jasne. Z rozładowaną baterią. Cała droga z włączoną muzyką w słuchawkach. Pięknie.
Zobaczył to i od razu wziął mnie za rękę.
- Pożyczysz mój - uśmiechnął się. Popatrzyłam na niego z wdzięcznością i podążyłam za jego plecami w stronę wejścia dla VIP-ów. VIP-ów? Okeeeej...
Przeszłam przez drzwiczki i moim oczom ukazało się wielkie pomieszczenie z luksusowymi mahoniowymi meblami. W rogu na kremowej, skórzanej sofie siedziało trzech chłopaków.
Jeden z nich spojrzał na... No właśnie, nie wiem nawet, jak ma na imię mój wybawiciel. W każdym razie, spjrzał na mojego nowego kolegę, a potem wymownie na mnie, po czym powiedział:
- Wow, Horan. Widzę, że kogoś sobie przygruchałeś. - na jego słowa pozostała dwójka podniosła głowy i otaksowała mnie wzrokiem. Jeden był mulatem z czarnymi włosami, drugi zaś ciemnym blondynem.
- Ekhm... Nie, dziewczyna wpakowała się do złego samolotu. Chciała lecieć do Hiszpanii. - oświadczył... kurczę.
- Jak masz na imię? - zapytałam Wybawiciela przepraszającym tonem. Spojrzał na mnie z rozbawieniem i powiedział:
- Niall.
- Ja Louis, to Liam i Zayn! - krzyknął chłopak, który wziął nas za parę.
- Komu się przedstawiacie? - do pokoju wszedł pół nagi brunet. Po mokrych włosach i ręczniku na biodrach poznałam, że dopiero co wyszedł spod prysznica. Maleńkie kropelki wody spływały po wyraźnie zarysowanych mięśniach brzucha i kościach biodrowych. "Droga do nieba"? Chyba można tak powiedzieć. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę, zrobił wielkie oczy i po chwili wydukał:
- El... Liz? - dopiero wtedy zauważyłam, kim jest. Harry. Cholera jasna, czy on mnie śledzi? Chociaż nie, ja miałam lecieć do Hiszpanii, więc tak jakby, ja jego. Dobra, to za trudne, jak na moją głowę.
- Wy się znacie? - zapytał Niall. Kurczę, to samo pytanie, dotyczące tej samej osoby.
- Taaak - przyznałam. - Niestety - dodałam ciszej.
- Co? Co ty tutaj robisz? - spytał Harry powoli odzyskując przytomność umysłu.
Niall opowiedział mu wszystko, ale skrócił to jeszcze bardziej niż ja. Wątpiłam, że to możliwe, a jednak.
- Taaak, to czeka mnie upojna noc na zimnym chodniku, bo jakieś pieniądze mam w walizce, a ją w samolocie, który w tej chwili - spojrzałam na zegarek - właśnie wylądował w Hiszpanii.
Chłopcy spojrzeli na mnie rozbawieni.
- To chyba oczywiste, że prześpisz się u nas - powiedział Liam, a reszta mu przytaknęła. Roześmiałam się.
- Dobry żart, naprawdę. Ale teraz serio muszę się zastanowić gdzie mam spać.
- Nie ma nad czym się zastanawiać. Jedziesz do naszego hotelu - zadecydował Niall, nie dając mi już prawa do odmowy swoim spojrzeniem. Po chwili ocknęłam się i zapytałam Harry'ego:
- Co ty tu w ogóle robisz? Mały zespół, tak? I VIP'owskie miejsca?
Widziałam, że chłopak się zmieszał. Już miał coś odpowiedzieć, ale w słowo wpadł mu Zayn mówiąc:
- Mały? - udał, że się krztusi. - Mamy koło ośmiu milionów fanów na facebook'u.
Świetnie.
___________________________________________________________
dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem, mam nadzieję, że teraz będzie jeszcze więcej : )
mam dla Was coś, zakochałam się, po prostu zakochałam:
http://www.youtube.com/watch?v=36ytf1_eMaU&feature=relmfu
niedziela, 1 lipca 2012
Chapter ten
Mama uśmiechała się do mnie szeroko, zresztą nie tylko ona. Wszyscy widzieli, że to był trafiony prezent. Patrzyli na mnie tak, jak wtedy, gdy kupili mi na czternaste urodziny lalkę Barbie. Udawałam, że mi się podoba, bo co miałam zrobić? Oczywiście, nigdy nie wyjawiłam im tego, iż potem wrzuciłam ją do ogniska. O nie, zaczęłam wtedy płakać i wrzeszczeć "Mamo, mamo, lalka się pali!". Chcieli mi kupić nową, ale powiedziałam, że już żadna nie zastąpi mi Kelly. Naprawdę miała na imię Kelly. Tak było napisane na pudełku.
- Skarbie, podoba ci się? - zapytała mama. Żartujecie sobie ze mnie!? Nawet gdyby dali mi naturalnych rozmiarów figurkę małpy, tobym się cieszyła. Wszystko, byleby tylko nie przypominało Kelly.
- Oczywiście, że tak! - wrzasnęłam po czym jeszcze raz uścisnęłam każdego z członków mojej rodziny.
- Masz trzy godziny - powiadomił mnie tata. Jak to trzy godziny!?
- Ile!? - Boję się, że od moich wrzasków, mogą im kiedyś pęknąć bębenki.
- Samolot odlatuje o czternastej, ale musisz być przecież wcześniej. - odpowiedziała Caitlin tonem, który wskazywał na to, że moja osoba jest równie głupia, jak lewy but klauna.
Popędziłam do swojego pokoju usilnie starając sobie uświadomić czego właściwie potrzebuję do wyjazdu.
Zebrałam chyba wszystkie krótkie bluzki i spodenki do walizki, którą wyciągnąwszy ze strychu musiałabym jeszcze wytrzeć. Teraz jednak nie miałam na to czasu.
Zaraz!
Złapałam za telefon i szybko wykręciłam numer do przyjaciółki.
- Haaalo? - w słuchawce powitał mnie zaspany głos Celii. Taaak, też bym w tej chwili spała.
- Cel, słuchaj to bardzo ważne, przyjedź do mnie natychmiast! Moi rodzice się rozwodzą! - krzyknęłam do komórki załamując głos. - Weź ze sobą Josha.
- Co ty mówisz!? - Celia od razu się rozbudziła. - Poczekaj piętnaście minut. - Rozłączyła się.
Spakowałam kosmetyczkę i już miałam brać się za lustrzankę, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Dwadzieścia minut. Wyrobiła się.
- Co się dzieje!? - wrzasnęła Celia wparowując do mojego pokoju. Za nią wszedł Josh. Mój chłopak. Ubrany był w ciemne rurki, białą luźną koszulkę i czarne conversy. Jego styl przywiódł mi na myśl Harry'ego. Zaraz, stop, zapomnij o wczoraj!
Celia... hm, Cel była ubrana w piżamę.
Josh podszedł do mnie i mocno przytulił. Zaczęłam się śmiać.
- Co jest kochanie? - zapytał z troską.
- Chciałam wam powiedzieć, że jadę na wakacje - uśmiechnęłam się. Moja przyjaciółka rzuciła się na mnie i zwaliła na łóżko.
- Ty idiotko! Wiesz, co ja przeżywałam!? - krzyczała.
- Już, spokojnie, nie przyzwyczaiłaś się jeszcze do moich głupich pomysłów? - zapytałam.
- To nie zmienia faktu, ze nadal uważam cię za idiotkę! - zaczęła mnie łaskotać. Nie. Znoszę. Tego.
- Ja również - do pokoju weszła Caitlin. Pomyślelibyście o kimś innym? Ja nie.
- Przepraszam, ale właśnie prawie skończyłam się pakować, więc pozwólcie, że jeszcze tylko to wezmę - wskazałam ręką na lustrzankę.
- Zawiozę cię - Josh włączył się do naszej wymiany zdań. Spojrzałam na niego z wdzięcznością i próbowałam zwlec swoje zmęczone, połaskotkowe* ciało z łóżka.
W moim pokoju, i tak już zatłoczonym, zrobiło się jeszcze mniej miejsca, gdy wszedł tata i oznajmił:
- Za chwilę będziemy jechać.
- Emm, słuchaj tato, bo... Czy Josh z Cel mogliby mnie zawieźć? Z wami pożegnanie będzie trudniejsze... - powiedziałam. Za to ostatnie zdanie Celia spiorunowała mnie wzrokiem.
Tata chwilę się wahał, ale ostatecznie podjął decyzję, która dla mnie była jak najbardziej pozytywna.
Dwie godziny później żegnałam się już z moimi przyjaciółmi.
- Gdzie ty właściwie lecisz? - zapytała Celia, co wywołało u mnie nieopanowany śmiech. W sumie, to rzeczywiście im nie powiedziałam.
- Do Hiszpanii - powiadomiłam ją.
- Hiszpania! - Celia, aż pisnęła z zachwytu. - Ależ ci zazdroszczę!
- To twój samolot? - zapytał Josh. Spojrzałam pobieżnie w stronę maszyny.
-Taaak, muszę już lecieć.
Pożegnałam się z nimi, przytulaniem, buziakami i wszystkim co jeszcze mogą wymyślić ci zwariowani ludzie.
Weszłam do samolotu, usiadłam na miejsce i wyjęłam słuchawki. Zaczęła się moja ulubiona piosenka Only love. Uśmiechnęłam się pod nosem i pomyślałam, że wszystko jest cudownie. Niestety, jak się okazało chwilę potem, nie miało być tak pięknie...
________________________________________________________________________
tyyyle wyświetleń! dobijcie z komentarzami chociaż do 10, co?
mam nadzieję, że się podoba, chyba najdłuższy do tej pory! :D
połaskotkowym* - okeeeej, nie ma takiego słowa, ale wierzę, że wiecie o co chodziło moim idiotycznym myślom : )
- Skarbie, podoba ci się? - zapytała mama. Żartujecie sobie ze mnie!? Nawet gdyby dali mi naturalnych rozmiarów figurkę małpy, tobym się cieszyła. Wszystko, byleby tylko nie przypominało Kelly.
- Oczywiście, że tak! - wrzasnęłam po czym jeszcze raz uścisnęłam każdego z członków mojej rodziny.
- Masz trzy godziny - powiadomił mnie tata. Jak to trzy godziny!?
- Ile!? - Boję się, że od moich wrzasków, mogą im kiedyś pęknąć bębenki.
- Samolot odlatuje o czternastej, ale musisz być przecież wcześniej. - odpowiedziała Caitlin tonem, który wskazywał na to, że moja osoba jest równie głupia, jak lewy but klauna.
Popędziłam do swojego pokoju usilnie starając sobie uświadomić czego właściwie potrzebuję do wyjazdu.
Zebrałam chyba wszystkie krótkie bluzki i spodenki do walizki, którą wyciągnąwszy ze strychu musiałabym jeszcze wytrzeć. Teraz jednak nie miałam na to czasu.
Zaraz!
Złapałam za telefon i szybko wykręciłam numer do przyjaciółki.
- Haaalo? - w słuchawce powitał mnie zaspany głos Celii. Taaak, też bym w tej chwili spała.
- Cel, słuchaj to bardzo ważne, przyjedź do mnie natychmiast! Moi rodzice się rozwodzą! - krzyknęłam do komórki załamując głos. - Weź ze sobą Josha.
- Co ty mówisz!? - Celia od razu się rozbudziła. - Poczekaj piętnaście minut. - Rozłączyła się.
Spakowałam kosmetyczkę i już miałam brać się za lustrzankę, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Dwadzieścia minut. Wyrobiła się.
- Co się dzieje!? - wrzasnęła Celia wparowując do mojego pokoju. Za nią wszedł Josh. Mój chłopak. Ubrany był w ciemne rurki, białą luźną koszulkę i czarne conversy. Jego styl przywiódł mi na myśl Harry'ego. Zaraz, stop, zapomnij o wczoraj!
Celia... hm, Cel była ubrana w piżamę.
Josh podszedł do mnie i mocno przytulił. Zaczęłam się śmiać.
- Co jest kochanie? - zapytał z troską.
- Chciałam wam powiedzieć, że jadę na wakacje - uśmiechnęłam się. Moja przyjaciółka rzuciła się na mnie i zwaliła na łóżko.
- Ty idiotko! Wiesz, co ja przeżywałam!? - krzyczała.
- Już, spokojnie, nie przyzwyczaiłaś się jeszcze do moich głupich pomysłów? - zapytałam.
- To nie zmienia faktu, ze nadal uważam cię za idiotkę! - zaczęła mnie łaskotać. Nie. Znoszę. Tego.
- Ja również - do pokoju weszła Caitlin. Pomyślelibyście o kimś innym? Ja nie.
- Przepraszam, ale właśnie prawie skończyłam się pakować, więc pozwólcie, że jeszcze tylko to wezmę - wskazałam ręką na lustrzankę.
- Zawiozę cię - Josh włączył się do naszej wymiany zdań. Spojrzałam na niego z wdzięcznością i próbowałam zwlec swoje zmęczone, połaskotkowe* ciało z łóżka.
W moim pokoju, i tak już zatłoczonym, zrobiło się jeszcze mniej miejsca, gdy wszedł tata i oznajmił:
- Za chwilę będziemy jechać.
- Emm, słuchaj tato, bo... Czy Josh z Cel mogliby mnie zawieźć? Z wami pożegnanie będzie trudniejsze... - powiedziałam. Za to ostatnie zdanie Celia spiorunowała mnie wzrokiem.
Tata chwilę się wahał, ale ostatecznie podjął decyzję, która dla mnie była jak najbardziej pozytywna.
Dwie godziny później żegnałam się już z moimi przyjaciółmi.
- Gdzie ty właściwie lecisz? - zapytała Celia, co wywołało u mnie nieopanowany śmiech. W sumie, to rzeczywiście im nie powiedziałam.
- Do Hiszpanii - powiadomiłam ją.
- Hiszpania! - Celia, aż pisnęła z zachwytu. - Ależ ci zazdroszczę!
- To twój samolot? - zapytał Josh. Spojrzałam pobieżnie w stronę maszyny.
-Taaak, muszę już lecieć.
Pożegnałam się z nimi, przytulaniem, buziakami i wszystkim co jeszcze mogą wymyślić ci zwariowani ludzie.
Weszłam do samolotu, usiadłam na miejsce i wyjęłam słuchawki. Zaczęła się moja ulubiona piosenka Only love. Uśmiechnęłam się pod nosem i pomyślałam, że wszystko jest cudownie. Niestety, jak się okazało chwilę potem, nie miało być tak pięknie...
________________________________________________________________________
tyyyle wyświetleń! dobijcie z komentarzami chociaż do 10, co?
mam nadzieję, że się podoba, chyba najdłuższy do tej pory! :D
połaskotkowym* - okeeeej, nie ma takiego słowa, ale wierzę, że wiecie o co chodziło moim idiotycznym myślom : )
Subskrybuj:
Posty (Atom)