- Co ty tu do cholery robisz!? - zapytałam, a raczej nawrzeszczałam na Josha, gdy tylko wyszliśmy z windy i kierowaliśmy się w stronę mojego pokoju.
- Skarbie, nie krzycz tak na mnie - chłopak uśmiechnął się z ironią i kiedy przekręcałam kluczyk przycisnął mnie do ściany i próbował pocałować. W tym samym czasie drzwi się otworzyły i stanął w nich Harry. Myślę, że spodziewacie się, co było dalej. Mój obecny chłopak spojrzał na nas z niemałym zdziwieniem i od razu po tym, jak odzyskał rezon rzucił się na mojego byłego z pięściami. Chyba chciał go zabić... No i cóż prawie by mu się to udało, ale powstrzymałam go stając pomiędzy obojgiem nastolatków*.
- Harry! Uspokójcie się! - na korytarz wpadł Liam i pomógł mi ich rozdzielić.
Kiedy już udało im się opanować i weszliśmy do mojego pokoju, usiedliśmy z Loczkiem na kanapie, natomiast Josh na fotelu naprzeciwko nas.. Liam się zmył, bo zadzwoniła do niego Danielle**. Josh rozejrzał się po pokoju i nie omieszkał oczywiście skomentować rozwalonej na łóżku kołdry i leżących na podłodze bokserek Hazzy:
- Wow, Liz. Kto by pomyślał, że jesteś taka niegrzeczna, co? - Już po tych słowach widziałam, że przed rzuceniem się na niego, Harry'ego powstrzymuje tylko mój silny uścisk na jego ramieniu. - Co te Włochy z tobą robią, dziewczyno? W Londynie nie byłaś taką zdzirą - zaśmiał się głośno, a Harry wyrywając się spod mojej ręki przycisnął go do fotela i powiedział:
- Licz się ze słowami, bo twoja śliczna buźka za chwilę już taka być nie musi.
- Naprawdę uważasz, że jestem przystojny? Podobam ci się, pedale? - znów ten nieznośny, ironiczny uśmiech na jego twarzy. Nie sądziłam, że człowiek może się tak diametralnie zmienić...
- Pieprz się! - Harry, mam nadzieję uznał, że nie ma sensu sobie nim tak bardzo zawracać głowy, bo z powrotem usiadł obok mnie.
- Do rzeczy, Josh. Po co tu przyjechałeś? - starałam się zachować spokój, ale mi też przychodziło to z trudem.
- Och, chciałem tylko sprawdzić, jak się bawicie - zerknął jeszcze raz na łóżko. - Ale widzę, że świetnie!
- Dosyć tego, dzwonię po ochronę - Hazza zaczął wybierać na telefonie numer.
- Sam sobie nie poradzisz? - mój były stanął naprzeciwko niego.
- No przestań, z takim frajerem? Nie warto! - zaśmiał się Styles i w tej samej chwili do pokoju weszło dwóch potężnych facetów. Wzięli Josha pod ręce i wynieśli na korytarz. Ten jeszcze krzyczał coś o tym, że tego pożałuję.
- Dzięki chłopcy! - rzuciłam do ochroniarzy i gdy tylko zamknęły się drzwi wtopiłam się w ramiona Loczka.
- Jest okej, skarbie... - zaczął głaskać mnie po moich ciemnobrązowych włosach.
W jego objęciach czułam się tak ciepło, bezpiecznie... Tak, jakby miał mnie schronić przed całym światem, a właściwie, jakby wszystko co nas otacza nie istniało. Jakby moja rzeczywistość kończyła się wraz z opuszkami jego palców.
- Mófiam ci już, że ci kcham? - mój głos był tak przytłumiony materiałem jego bluzy, że przez moment zastanawiałam się, czy w ogóle cokolwiek usłyszał, lecz jego słowa rozwiały moje wątpliwości:
- Hm... Nawet dziś rano, ale nie obrażę się, jeśli to powtórzysz.
- Kocham cię - powiedziałam już normalnym tonem i wpiłam się w jego miękkie usta.
- Mmm... Kochanie, to co robiłaś po tym też mogłabyś powtórzyć... - uśmiechnął się zadziornie.
- Tak? A możesz mi przypomnieć, co robiłam? - zaśmiałam się cicho, patrząc na niego wyczekująco.
- No to tam... - wskazał ruchem głowy na wciąż niepościelone łóżko.
- Ach to... - spojrzałam na Harry'ego nie przestając się uśmiechać, więc zaczął mnie namiętnie całować, podniósł go góry i już miał iść w stronę naszego hm, posłania, kiedy na chwilę oderwałam się od niego i powiedziałam:
- Mam jeszcze coś do załatwienia - chłopak postawił mnie na ziemię z niepocieszonym wyrazem twarzy. - Później - dodałam i wyszłam z pokoju. Cholera, przez tego dupka zamieniam się w jakąś seksoholiczkę...
Wyszłam na dwór i kierowałam się tam, gdzie uprzednio zostawiłam Zayn'a. Gdy tylko dostrzegłam jego ciemną czuprynę przyspieszyłam kroku i... Ujrzałam coś, co sobie już dziś wyobrażałam, ale nigdy tak... A mianowicie zobaczyłam jego z Niall'em. Całujących się. Ale to nie były zwykłe pocałunki. To było... To było tak, jakby nie liczyło się dla nich nic więcej, jakby polegali tylko na sobie. Jakby bali się, że za ułamek sekundy mogą siebie stracić, jakby każdy swój dotyk uważali za jedyny, niepowtarzalny... Jakby uważali, że cały świat jest stworzony tylko i wyłącznie dla nich, wyglądali tak, jak ja czułam się z Harry'm. I to było piękne... Tak bardzo zatraciłam się w swoich myślach, że nie zauważyłam, iż Irlandczyk nagle oderwał się od Zayn'a. I patrzył na mnie speszony. Wyglądał na gotowego do ucieczki. Podejrzewam, że w głowie układał już sensowne tłumaczenie. Mulat spojrzał na niego z troską i powiedział:
- Spokojnie. Ona o wszystkim wie.
Blondyn spoglądał to na swojego chłopaka, to znów kierował swój wzrok na mnie.Był zdziwiony, ale widać, że mu ulżyło.
- A on? - zwróciłam się do Zayn'a. - On wie? - No dobrze, przyznaję. To może nie było najbardziej przemyślane z mojej strony działanie. Ale jak miałam racjonalnie myśleć po tym wszystkim?
- O Perrie? Tak, wiem. - Niall odwrócił się do mnie.
- Malik bał się, że go po tym opuścisz...
- Co? Idioto, nigdy cię nie zostawię! - Horan uniósł kąciki swoich ust w górę.
- Czyli wszystko między wami dobrze? - zapytałam chłopców z nadzieją.
- Jak nigdy dotąd - Zayn uśmiechnął się i delikatnie pocałował Irlandczyka.
Gdy tylko wpadłam do pokoju do moich nozdrzy doszedł zapach róż. Na podłodze leżały czerwone płatki tworzące drogę. Podążyłam za nią i zaprowadziła mnie do łazienki. Weszłam do niej i ujrzałam, że wanna jest pełna ciepłej wody i piany, lecz oprócz mnie nikogo tam nie było... Tak mi się przynajmniej zdawało.
- Czekałem na ciebie - cudowny, głęboki głos mojego chłopaka wypełnił swoim echem całe pomieszczenie. Harry objął mnie w pasie i odkręcił w swoją stronę.
- Skąd to wszystko? Trochę banalne, nie sądzisz?
- Sądzę...Nie wiem skąd, ktoś przyszedł, rozrzucił i sobie poszedł. Czasem myślę, że ty masz większe branie ode mnie - zaśmiał się. Gwałtownie wziął na ręce tak, że nogi miałam owinięte wokół jego bioder. Przez kilka sekund, które wydawały się być wiecznością patrzyliśmy sobie w oczy, po czym w tej samej chwili zbliżyliśmy się do siebie namiętnie całując, tak, jakby od tego zależało nasze życie. Wspominałam już, że kocham tego dupka?
_________________________________________________________________________________
C'mon guys, rozkręciłam się :D
Nie dość, że tak szybko, to jeszcze taki długi! :D
To chyba natchnienie przez ten preview albumu :D Co to będzie, jak ja już całą płytę kupię? :D
Widzieliście już teledysk do LT? Jak wrażenia? :D Ja się po raz 445645474878 zakochałam w naszych chłopakach :D
No okej, a teraz: MASSIVE THANK YOU! Za tyyyyyyyyle wyświetleń! Jesteście po prostu niesamowici!
A teraz, prooooszę o dużo komentarzy, no weźcie mnie nie dręczcie :D
* chyba tak to się pisze ;p
** mam nadzieję, że się zejdą ;c
PS. Od razu Wam mówię, że ostatnio weszłam na bloga Kai, która zostawiła u mnie komentarz (co mam w zwyczaju robić, oczywiście mówię o wchodzeniu na Wasze blogi :D) i normalnie się zakochałam! Poprosiłam ją o coś, aleee... na razie to nasza słodka tajemnica! :D Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie, to tak, żeby Wam narobić ciekawości ;p
LINK
Pozdrawiam :*
piątek, 2 listopada 2012
wtorek, 30 października 2012
Chapter twenty - two.
Czy kiedykolwiek doświadczyliście tego uczucia, kiedy rano otwieracie oczy i macie przed sobą najcudowniejszy widok, jaki kiedykolwiek dane Wam było oglądać? Jeśli nie to chyba nawet najlepszy pisarz, a co dopiero ja, nie byłby w stanie opisać tego co teraz czuję. Leżałam na łóżku, gdzieś pomiędzy pogniecioną kołdrą, a nagim Harry'm (to nie tylko przez to, że lubi spać bez ubrań, if you know what I mean) i przyglądałam mu się przez jakieś dwadzieścia minut, myśląc, że śpi. Myliłam się.
- Chcę tak się budzić już zawsze, wiesz? - obdarzył mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów we wszechświecie. Odwzajemniłam go.
- Uwielbiam cię - zbliżyłam się do niego i dałam delikatnego buziaka w usta.
- A ja uwielbiam, jak mnie całujesz - zaśmiał się i narzucił na nas kołdrę. Po raz trzeci w ciągu tej doby...
Obudził mnie dźwięk przychodzącego połączenia na moim telefonie. Zayn. Po cholerę Zayn miałby do mnie dzwonić? Przecież my się prawie nie znamy...No dobrze, trochę tak, ale nie jesteśmy jakoś ze sobą zżyci. Okej, dosyć tego gdybania, odbieram.
- Halo?
- Lizzie... Mam problem, potrzebuję twojej pomocy... - z tonu jego głosu można było wywnioskować, że jest czymś przygnębiony, ale słyszałam tam również nutkę wściekłości.
- Hm... Jasne, Zayn... Co jest?
- To nie jest rozmowa na telefon, mogłabyś wyjść za hotel? Tam gdzie są kontenery ze śmieciami... - Przez chwilę błąkałam się po mojej wyobraźni usiłując przypomnieć sobie, czy wiem gdzie to jest. Przez tą chwilę chłopak zdążył się już rozłączyć. Okej, wiem, jak tam dojść. Swoją drogą dobre miejsce sobie wybrał na pogawędkę...
Napisałam Harry'emu karteczkę o tym, że wyszłam się przejść. Ubrałam jakieś jeansy i bejsbolówkę. Szybko wyszłam z pokoju, zostawiając drzwi zamknięte. Harry i tak ma do nich kluczyk.
Będąc już na dworze zaczęłam rozglądać się za Zayn'em. W końcu go zobaczyłam, siedział z opuszczoną głową na jednym z kubłów, paląc papierosa. Podeszłam do niego, a ten podniósł na mnie wzrok.
- Wow, nie musisz się dla mnie ubierać tak, jak ja - roześmiał się, lecz w jego oczach dostrzegłam coś na kształt przerażenia, smutku?
- Słońce, co się dzieje? - Tak, wiem. Nie jesteśmy jakimiś przyjaciółmi, ale ostatnio zwykłam tak mówić do wielu osób.
- Co się dzieje? Ha, dobre pytanie. Widzisz Liz, ja sam tego nie ogarniam, więc pomyślałem, że ty skoro jesteś kobietą... Że tobie się uda... - jego głos słabł z każdym wypowiedzianym słowem. Naprawdę się zmartwiłam.
- Mów - uśmiechnęłam się zachęcająco i usiadłam obok niego.
- Widzisz... Ty wiesz o Perrie, tak? - Oho... Kłopoty miłosne...
- Wiem tyle, że jesteście razem...
- Tak... Byliśmy... Bo zostawiła mnie dla jakiegoś Nicka, stwierdzając, że już mnie nie kocha. Że nie ma ze mną wspólnych tematów... - Zayn śmiał się po cichu, choć widziałam, że go to nie bawiło.
- Tak mi przykro... - powiedziałam, bo tak naprawdę nie wiedziałam, co powinnam mówić w takiej chwili.
- Nie... To nie chodzi o to, bo to była z mojej strony raczej tylko przyjaźń. Poznałem ją przez X-Factor i wydawała się być miłą osobą. Potem wszystko się pogmatwało i wyszło tak, że byliśmy razem... Nie wiem jak... Lizzie... Powiem ci coś, ale błagam, nikomu ani słowa, okej? - skinęłam głową. - Mam do ciebie zaufanie. - Ucieszyły mnie jego słowa, bo mimo, że nie znaliśmy się dobrze, ufał mi.
- Wiesz co Zayn? Podejrzewam, że po prostu coś we mnie siedzi, że ludzie od razu mi się ze wszystkiego zwierzają. Czasem to dobrze, czasem nie bardzo... No, ale cóż. Zawsze staram się im pomóc, więc tak będzie i tym razem. Słucham cię - znów uśmiech z mojej strony, aby dodać mu odwagi.
- Eli... Jestem gejem... - na dźwięk tych dwóch słów mało co nie spadłam z kubła, na którym siedzieliśmy. Zayn Malik jest gejem? TEN Zayn Malik!? Nie mam nic przeciwko temu, absolutnie! Dziwi mnie fakt, że to przecież bóg seksu, facet, który może mieć niemal wszystkie laski w całej galaktyce. Hm... Sława kryje w sobie jeszcze dużo tajemnic. Nie, zaraz... To nie sława... Przecież to normalny chłopak! Chłopak, który od półtorej minuty gapi się na mnie i wyczekuje mojej reakcji werbalnej...
- Okej Zay. Spoko, tylko nie rozumiem w czym to przeszkadza? - nastolatek wyraźnie odczuł ulgę, kiedy usłyszał to co powiedziałam. Pewnie spodziewał się, że mogę go zacząć wyzywać...
- Problem jest w tym, że nie kocham Perrie, mam chłopaka. - Ojojoj, kolejna informacja, którą muszę powoli ''przetrawić''. Zayn ma chłopaka... Dobra.
- I?
- I nie byłem jakiś smutny po tym, że mnie zostawiła. Tylko, że ona wczoraj zadzwoniła do mnie mówiąc, że chce się spotkać. Zgodziłem się. I wiesz co mi powiedziała? Na początku mówiła, jaki to ona popełniła błąd zrywając ze mną, że nadal mnie kocha, że to był tylko nieprzemyślany impuls. A na końcu... - chłopak przerwał na chwilę, by głośno przełknąć ślinę. - Na końcu powiedziała mi, że jest w ciąży.
Uno momento... Trochę za dużo tego...
- Jak to? Przecież jesteś gejem... Więc jak...? - słowa same zaczęły mi się plątać.
- Nie wiem, byłem pijany i... Jakoś się stało... Ale najgorsze jest to... - Zayn zwiesił głowę. - Zdradziłem go. Zdradziłem Niall'a. - usłyszałam ciche popłakiwanie kolegi.
CHOLERA... Nie, nie, nie... Jak na dziś mam już chyba wyczerpany limit szokujących wiadomości. Nie wierzyłam w to co słyszę... Niall? W sumie... Te zakupy... Żaden inny chłopak chyba nie wytrzymałby na nich tyle czasu... Poza tym on jest taki wrażliwy... Powoli wszystko układało się w rzeczywistą całość. Odetchnęłam głęboko.
- Jesteś pewny, że... że to twoje dziecko? - zapytałam niepewnie.
- Nie wiem... Nic już nie wiem. Jak oni się dowiedzą... Oni mnie zostawią, rozumiesz? Zostawią mnie! - Cichy płacz Zayn'a przerodził się w prawdziwy szloch. - Niall mnie zostawi!
Przytuliłam go, pozwalając mu wypłakać się na mojej bluzie. Wiem, że musiało to dziwnie wyglądać, ale przecież musiałam go pocieszyć!
- Uspokój się, nikt cię nie zostawi. Niall cię nie opuści w tak trudnej chwili... - mówiłam to wszystko, choć nie miałam zielonego pojęcia, co może się stać, kiedy chłopcy się dowiedzą.
Siedzieliśmy tak przytuleni chyba z dziesięć minut. W końcu ja się odezwałam:
- Dobra Zay, masz fajki? - wyraźnie zdziwiłam go tym pytaniem, bo zrobił wielkie oczy.
- Przecież t-ty nie palisz... - wydukał.
- Chłopie, żeby to zrozumieć to uwierz, muszę.
Nastolatek widocznie już odzyskał rezon, bo zwrócił się do mnie z kpiącym uśmiechem:
- A ty w ogóle umiesz?
- A chcesz się przekonać?
Wyjął z kieszeni paczkę i poczęstował mnie jednym papierosem, podniosłam go do ust. Zayn odpalił zapalniczkę, pochyliłam się do ognia i głęboko zaciągnęłam, wzięłam oddech i wypuściłam dym. Chłopak wyglądał na zaskoczonego, zaś za mną głos, który usłyszałam był zszokowany, ale też zdenerwowany.
- Ty palisz!?
I był to głos nikogo innego, tylko Josha...
_________________________________________________________________________
No, z tym się pospieszyłam słoneczka.
Mam nadzieję, że się spodoba, jest chyba najdłuższy ze wszystkich! :D
Zostawiajcie opinie pod rozdziałem :)
Pozdrawiam miśki :*
- Chcę tak się budzić już zawsze, wiesz? - obdarzył mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów we wszechświecie. Odwzajemniłam go.
- Uwielbiam cię - zbliżyłam się do niego i dałam delikatnego buziaka w usta.
- A ja uwielbiam, jak mnie całujesz - zaśmiał się i narzucił na nas kołdrę. Po raz trzeci w ciągu tej doby...
Obudził mnie dźwięk przychodzącego połączenia na moim telefonie. Zayn. Po cholerę Zayn miałby do mnie dzwonić? Przecież my się prawie nie znamy...No dobrze, trochę tak, ale nie jesteśmy jakoś ze sobą zżyci. Okej, dosyć tego gdybania, odbieram.
- Halo?
- Lizzie... Mam problem, potrzebuję twojej pomocy... - z tonu jego głosu można było wywnioskować, że jest czymś przygnębiony, ale słyszałam tam również nutkę wściekłości.
- Hm... Jasne, Zayn... Co jest?
- To nie jest rozmowa na telefon, mogłabyś wyjść za hotel? Tam gdzie są kontenery ze śmieciami... - Przez chwilę błąkałam się po mojej wyobraźni usiłując przypomnieć sobie, czy wiem gdzie to jest. Przez tą chwilę chłopak zdążył się już rozłączyć. Okej, wiem, jak tam dojść. Swoją drogą dobre miejsce sobie wybrał na pogawędkę...
Napisałam Harry'emu karteczkę o tym, że wyszłam się przejść. Ubrałam jakieś jeansy i bejsbolówkę. Szybko wyszłam z pokoju, zostawiając drzwi zamknięte. Harry i tak ma do nich kluczyk.
Będąc już na dworze zaczęłam rozglądać się za Zayn'em. W końcu go zobaczyłam, siedział z opuszczoną głową na jednym z kubłów, paląc papierosa. Podeszłam do niego, a ten podniósł na mnie wzrok.
- Wow, nie musisz się dla mnie ubierać tak, jak ja - roześmiał się, lecz w jego oczach dostrzegłam coś na kształt przerażenia, smutku?
- Słońce, co się dzieje? - Tak, wiem. Nie jesteśmy jakimiś przyjaciółmi, ale ostatnio zwykłam tak mówić do wielu osób.
- Co się dzieje? Ha, dobre pytanie. Widzisz Liz, ja sam tego nie ogarniam, więc pomyślałem, że ty skoro jesteś kobietą... Że tobie się uda... - jego głos słabł z każdym wypowiedzianym słowem. Naprawdę się zmartwiłam.
- Mów - uśmiechnęłam się zachęcająco i usiadłam obok niego.
- Widzisz... Ty wiesz o Perrie, tak? - Oho... Kłopoty miłosne...
- Wiem tyle, że jesteście razem...
- Tak... Byliśmy... Bo zostawiła mnie dla jakiegoś Nicka, stwierdzając, że już mnie nie kocha. Że nie ma ze mną wspólnych tematów... - Zayn śmiał się po cichu, choć widziałam, że go to nie bawiło.
- Tak mi przykro... - powiedziałam, bo tak naprawdę nie wiedziałam, co powinnam mówić w takiej chwili.
- Nie... To nie chodzi o to, bo to była z mojej strony raczej tylko przyjaźń. Poznałem ją przez X-Factor i wydawała się być miłą osobą. Potem wszystko się pogmatwało i wyszło tak, że byliśmy razem... Nie wiem jak... Lizzie... Powiem ci coś, ale błagam, nikomu ani słowa, okej? - skinęłam głową. - Mam do ciebie zaufanie. - Ucieszyły mnie jego słowa, bo mimo, że nie znaliśmy się dobrze, ufał mi.
- Wiesz co Zayn? Podejrzewam, że po prostu coś we mnie siedzi, że ludzie od razu mi się ze wszystkiego zwierzają. Czasem to dobrze, czasem nie bardzo... No, ale cóż. Zawsze staram się im pomóc, więc tak będzie i tym razem. Słucham cię - znów uśmiech z mojej strony, aby dodać mu odwagi.
- Eli... Jestem gejem... - na dźwięk tych dwóch słów mało co nie spadłam z kubła, na którym siedzieliśmy. Zayn Malik jest gejem? TEN Zayn Malik!? Nie mam nic przeciwko temu, absolutnie! Dziwi mnie fakt, że to przecież bóg seksu, facet, który może mieć niemal wszystkie laski w całej galaktyce. Hm... Sława kryje w sobie jeszcze dużo tajemnic. Nie, zaraz... To nie sława... Przecież to normalny chłopak! Chłopak, który od półtorej minuty gapi się na mnie i wyczekuje mojej reakcji werbalnej...
- Okej Zay. Spoko, tylko nie rozumiem w czym to przeszkadza? - nastolatek wyraźnie odczuł ulgę, kiedy usłyszał to co powiedziałam. Pewnie spodziewał się, że mogę go zacząć wyzywać...
- Problem jest w tym, że nie kocham Perrie, mam chłopaka. - Ojojoj, kolejna informacja, którą muszę powoli ''przetrawić''. Zayn ma chłopaka... Dobra.
- I?
- I nie byłem jakiś smutny po tym, że mnie zostawiła. Tylko, że ona wczoraj zadzwoniła do mnie mówiąc, że chce się spotkać. Zgodziłem się. I wiesz co mi powiedziała? Na początku mówiła, jaki to ona popełniła błąd zrywając ze mną, że nadal mnie kocha, że to był tylko nieprzemyślany impuls. A na końcu... - chłopak przerwał na chwilę, by głośno przełknąć ślinę. - Na końcu powiedziała mi, że jest w ciąży.
Uno momento... Trochę za dużo tego...
- Jak to? Przecież jesteś gejem... Więc jak...? - słowa same zaczęły mi się plątać.
- Nie wiem, byłem pijany i... Jakoś się stało... Ale najgorsze jest to... - Zayn zwiesił głowę. - Zdradziłem go. Zdradziłem Niall'a. - usłyszałam ciche popłakiwanie kolegi.
CHOLERA... Nie, nie, nie... Jak na dziś mam już chyba wyczerpany limit szokujących wiadomości. Nie wierzyłam w to co słyszę... Niall? W sumie... Te zakupy... Żaden inny chłopak chyba nie wytrzymałby na nich tyle czasu... Poza tym on jest taki wrażliwy... Powoli wszystko układało się w rzeczywistą całość. Odetchnęłam głęboko.
- Jesteś pewny, że... że to twoje dziecko? - zapytałam niepewnie.
- Nie wiem... Nic już nie wiem. Jak oni się dowiedzą... Oni mnie zostawią, rozumiesz? Zostawią mnie! - Cichy płacz Zayn'a przerodził się w prawdziwy szloch. - Niall mnie zostawi!
Przytuliłam go, pozwalając mu wypłakać się na mojej bluzie. Wiem, że musiało to dziwnie wyglądać, ale przecież musiałam go pocieszyć!
- Uspokój się, nikt cię nie zostawi. Niall cię nie opuści w tak trudnej chwili... - mówiłam to wszystko, choć nie miałam zielonego pojęcia, co może się stać, kiedy chłopcy się dowiedzą.
Siedzieliśmy tak przytuleni chyba z dziesięć minut. W końcu ja się odezwałam:
- Dobra Zay, masz fajki? - wyraźnie zdziwiłam go tym pytaniem, bo zrobił wielkie oczy.
- Przecież t-ty nie palisz... - wydukał.
- Chłopie, żeby to zrozumieć to uwierz, muszę.
Nastolatek widocznie już odzyskał rezon, bo zwrócił się do mnie z kpiącym uśmiechem:
- A ty w ogóle umiesz?
- A chcesz się przekonać?
Wyjął z kieszeni paczkę i poczęstował mnie jednym papierosem, podniosłam go do ust. Zayn odpalił zapalniczkę, pochyliłam się do ognia i głęboko zaciągnęłam, wzięłam oddech i wypuściłam dym. Chłopak wyglądał na zaskoczonego, zaś za mną głos, który usłyszałam był zszokowany, ale też zdenerwowany.
- Ty palisz!?
I był to głos nikogo innego, tylko Josha...
_________________________________________________________________________
No, z tym się pospieszyłam słoneczka.
Mam nadzieję, że się spodoba, jest chyba najdłuższy ze wszystkich! :D
Zostawiajcie opinie pod rozdziałem :)
Pozdrawiam miśki :*
poniedziałek, 22 października 2012
Chapter twenty - one
Minęło już pięć dni, a ja jeszcze ani razu nie odwiedziłam Harry'ego. Chociaż próbowałam, przysięgam. Po prostu za każdym razem przed drzwiami do jego sali zawracałam, bo czułam, że nie zniosę kolejnego razu, kiedy powie mi, że nie wie kim jestem. Jeszcze nie teraz. Codziennie odwiedzał mnie Niall. Przynajmniej dzięki niemu się śmiałam, chociażby na te kilka godzin, kiedy był u mnie uśmiech prawie nie schodził z mojej twarzy. Wiele razy próbował namówić mnie na wizytę w szpitalu. Harry też codziennie do mnie dzwonił, choć nie wiem, po co. O czym miałby ze mną rozmawiać?
- Haaalo! Ziemia czeka na sygnał od ciebie! - Niall pomachał mi kartką przed oczami. - Życzenia powrotu do zdrowia same się nie napiszą!
- Tak, racja... Ale... Wiesz, że nie mam na to ochoty? - wyraziłam swoją niechęć dodatkowo miną małego, słodkiego i smutnego pieska, aby pozwolił mi pójść do pokoju.
- Przecież wiesz, że to na mnie nie działa...
Natężyłam mimikę twarzy jeszcze bardziej.
- Nie działa... Nie działa... Cholera, idź! - poddał się po jakichś pięciu minutach. I tak długo!
Podążyłam za dźwiękami cichego rapu lecącego z mojego pokoju. Gdy tylko tam weszłam, rzuciłam się na zimne od otwartego okna łóżko. Zatrzęsłam się i schowałam pod kołdrę, którą uprzednio przykryłam jeszcze kocem. I jak zwykle przed snem zaczęłam rozmyślać. Swoją drogą ostatnio często idę spać w dzień, to dziwne, bo nigdy nie mogłam wtedy usnąć. Ale teraz... To nie tak, że nie chcę, aby Hazza wyzdrowiał, że go nie... Nie kocham... Pierwszy raz użyłam tego słowa w stosunku do niego...
- Ja pójdę się umyć! - usłyszałam krzyk Niall'a, a po chwili już odgłos kropel wody uderzających o kabinę. Ja natomiast zamknęłam oczy i o dziwo szybko zasnęłam.
Otworzyłam oczy i moje ciało przeszedł okropnie nieprzyjemny dreszcz zimna. Okno.
- Niall! Chodź tu!
Chłopak wszedł do pokoju z ręcznikiem na biodrach i mokrą blond czupryną.
- Czego dusza pragnie?
- Po pierwsze: ile człowieku można się kąpać!? - zapytałam, na co ten roześmiał się głośno, patrząc na zegarek. Mył się calutką godzinę! - A po drugie: zamknij okno.
- Tylko po to ciągnęłaś mnie tutaj przez cały apartament!?
- Proooooooooooooooooooooooo...
Nie dał dokończyć mi mojej serenady złożonej z samych "oooo":
- Dobra, ale się zamknij.
Uśmiechnęłam się i jeszcze bardziej wtuliłam w poduszki, koce i kołdrę. Irlandczyk wrócił już do kuchni i szykował, jak domniemam kanapki i herbatę, sądząc po odgłosach noża uderzającego o deskę i wrzącej wody. Nagle usłyszałam jakieś wrzaski i szamotaninę, chciałam poderwać się z łóżka, lecz zanim to zrobiłam ktoś wparował do mojego pokoju.
- Oszalałeś Harry!? - zaczęłam na niego krzyczeć. Coś mu się w tym szpitalu poprzestawiało w głowie!? Napadać na nas!?
- Ja oszalałem!? To wytłumacz mi, proszę, co do cholery Horan robi w twoim pokoju, w samym ręczniku, a ty leżysz w łóżku!?
- Hmm, Niall robił kanapki, a mi jest zimno? Zaraz, czy ty odzyskałeś pamięć?
Hazza prychnął:
-Proszę cię, mogłabyś się chociaż wysilić i wymyślić jakąś sensowną wymówkę.
- Odpowiedz na moje pytanie!
- Nigdy jej nie straciłem! Udawałem to, rozumiesz? Chciałem sprawdzić, czy będziesz się mną przejmować. Nie sądziłem, że weźmiesz to na serio. Próbowałem ci to wtedy wytłumaczyć, pamiętasz? Wołałem, ale ty wybiegłaś. A teraz, co? Nie ma mnie raptem pięć dni, a ty już...
- Za kogo mnie masz!? Cholera jasna, wiesz co!? Mam tego dosyć, Josh powiedział mi to samo...
- Przestań... Przecież wiesz, że nie miałem tego na myśli... - podszedł do mnie i spróbował mnie objąć, lecz szybko się wywinęłam.
- Nie. Nie wiem, co miałeś na myśli - poczułam łzy napływające do moich oczu.
- Skarbie... Kocham cię, błagam, nie płacz... - zbliżył się do mnie i pocałował, podejrzewam najdelikatniej, jak potrafił.
Zaczęłam chichotać pod nosem.
- Czemu się śmiejesz? - zapytał bardzo zdziwiony.
- Bo to jest takie głupie, ja zamiast pójść do ciebie i wyjaśnić od razu, siedziałam tu, jak jakaś idiotka. A ty... A ty myślałeś, że co? - spojrzałam na niego wyczekująco.
- No... Wiem, że to może głupie, ale on był w samym ręczniku... Ty tutaj, w łóżku... Myślałem...
Zaśmiałam się głośno:
- Myślałeś, że się z nim pieprzę, tak? To chciałeś powiedzieć - posłałam mu kpiący uśmiech.
- Lizzie...
- Wiesz co? - delikatnie pocałowałam go w usta, następnie przez policzek do szyi. - Jedyną osobą, z którą chciałabym to zrobić, byłbyś ty...
Harry automatycznie się wyprostował i pełnym zszokowania tonem zapytał:
- Naprawdę?
- Mhm... - odpowiedziałam tajemniczo się uśmiechając. - Ale skoro mi nie ufałeś... - zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Przecież widzę, że chcesz tego tak, jak ja. Nie drocz się ze mną! - Harry obdarował mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów i zaczął namiętnie całować, kładąc mnie delikatnie na wciąż zimną pościel...
______________________________________________________________________
PRZEPRASZAM, że dopiero!
I dziękuję za tyle wyświetleń, dziś krótko na końcu, bo się spieszę, komentujcie, oceniajcie i w ogóle, kocham Was misiaki : *
- Haaalo! Ziemia czeka na sygnał od ciebie! - Niall pomachał mi kartką przed oczami. - Życzenia powrotu do zdrowia same się nie napiszą!
- Tak, racja... Ale... Wiesz, że nie mam na to ochoty? - wyraziłam swoją niechęć dodatkowo miną małego, słodkiego i smutnego pieska, aby pozwolił mi pójść do pokoju.
- Przecież wiesz, że to na mnie nie działa...
Natężyłam mimikę twarzy jeszcze bardziej.
- Nie działa... Nie działa... Cholera, idź! - poddał się po jakichś pięciu minutach. I tak długo!
Podążyłam za dźwiękami cichego rapu lecącego z mojego pokoju. Gdy tylko tam weszłam, rzuciłam się na zimne od otwartego okna łóżko. Zatrzęsłam się i schowałam pod kołdrę, którą uprzednio przykryłam jeszcze kocem. I jak zwykle przed snem zaczęłam rozmyślać. Swoją drogą ostatnio często idę spać w dzień, to dziwne, bo nigdy nie mogłam wtedy usnąć. Ale teraz... To nie tak, że nie chcę, aby Hazza wyzdrowiał, że go nie... Nie kocham... Pierwszy raz użyłam tego słowa w stosunku do niego...
- Ja pójdę się umyć! - usłyszałam krzyk Niall'a, a po chwili już odgłos kropel wody uderzających o kabinę. Ja natomiast zamknęłam oczy i o dziwo szybko zasnęłam.
Otworzyłam oczy i moje ciało przeszedł okropnie nieprzyjemny dreszcz zimna. Okno.
- Niall! Chodź tu!
Chłopak wszedł do pokoju z ręcznikiem na biodrach i mokrą blond czupryną.
- Czego dusza pragnie?
- Po pierwsze: ile człowieku można się kąpać!? - zapytałam, na co ten roześmiał się głośno, patrząc na zegarek. Mył się calutką godzinę! - A po drugie: zamknij okno.
- Tylko po to ciągnęłaś mnie tutaj przez cały apartament!?
- Proooooooooooooooooooooooo...
Nie dał dokończyć mi mojej serenady złożonej z samych "oooo":
- Dobra, ale się zamknij.
Uśmiechnęłam się i jeszcze bardziej wtuliłam w poduszki, koce i kołdrę. Irlandczyk wrócił już do kuchni i szykował, jak domniemam kanapki i herbatę, sądząc po odgłosach noża uderzającego o deskę i wrzącej wody. Nagle usłyszałam jakieś wrzaski i szamotaninę, chciałam poderwać się z łóżka, lecz zanim to zrobiłam ktoś wparował do mojego pokoju.
- Oszalałeś Harry!? - zaczęłam na niego krzyczeć. Coś mu się w tym szpitalu poprzestawiało w głowie!? Napadać na nas!?
- Ja oszalałem!? To wytłumacz mi, proszę, co do cholery Horan robi w twoim pokoju, w samym ręczniku, a ty leżysz w łóżku!?
- Hmm, Niall robił kanapki, a mi jest zimno? Zaraz, czy ty odzyskałeś pamięć?
Hazza prychnął:
-Proszę cię, mogłabyś się chociaż wysilić i wymyślić jakąś sensowną wymówkę.
- Odpowiedz na moje pytanie!
- Nigdy jej nie straciłem! Udawałem to, rozumiesz? Chciałem sprawdzić, czy będziesz się mną przejmować. Nie sądziłem, że weźmiesz to na serio. Próbowałem ci to wtedy wytłumaczyć, pamiętasz? Wołałem, ale ty wybiegłaś. A teraz, co? Nie ma mnie raptem pięć dni, a ty już...
- Za kogo mnie masz!? Cholera jasna, wiesz co!? Mam tego dosyć, Josh powiedział mi to samo...
- Przestań... Przecież wiesz, że nie miałem tego na myśli... - podszedł do mnie i spróbował mnie objąć, lecz szybko się wywinęłam.
- Nie. Nie wiem, co miałeś na myśli - poczułam łzy napływające do moich oczu.
- Skarbie... Kocham cię, błagam, nie płacz... - zbliżył się do mnie i pocałował, podejrzewam najdelikatniej, jak potrafił.
Zaczęłam chichotać pod nosem.
- Czemu się śmiejesz? - zapytał bardzo zdziwiony.
- Bo to jest takie głupie, ja zamiast pójść do ciebie i wyjaśnić od razu, siedziałam tu, jak jakaś idiotka. A ty... A ty myślałeś, że co? - spojrzałam na niego wyczekująco.
- No... Wiem, że to może głupie, ale on był w samym ręczniku... Ty tutaj, w łóżku... Myślałem...
Zaśmiałam się głośno:
- Myślałeś, że się z nim pieprzę, tak? To chciałeś powiedzieć - posłałam mu kpiący uśmiech.
- Lizzie...
- Wiesz co? - delikatnie pocałowałam go w usta, następnie przez policzek do szyi. - Jedyną osobą, z którą chciałabym to zrobić, byłbyś ty...
Harry automatycznie się wyprostował i pełnym zszokowania tonem zapytał:
- Naprawdę?
- Mhm... - odpowiedziałam tajemniczo się uśmiechając. - Ale skoro mi nie ufałeś... - zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Przecież widzę, że chcesz tego tak, jak ja. Nie drocz się ze mną! - Harry obdarował mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów i zaczął namiętnie całować, kładąc mnie delikatnie na wciąż zimną pościel...
______________________________________________________________________
PRZEPRASZAM, że dopiero!
I dziękuję za tyle wyświetleń, dziś krótko na końcu, bo się spieszę, komentujcie, oceniajcie i w ogóle, kocham Was misiaki : *
niedziela, 30 września 2012
Chapter twenty
Ciemny korytarz. Nikogo w nim nie było oprócz mnie. Nagle na końcu zobaczyłam biały płomyczek. Zaczęłam iść w tamtym kierunku, chociaż w głowie ciągle odtwarzał mi się obraz mojego starszego kuzyna, kiedy bawiliśmy w jakąś wymyśloną grę po ciemku. Zawsze powtarzał, żebym nie szła w stronę światła. Chciałam się do tej zasady teraz zastosować, ale nie mogłam. Czułam, że się w tym korytarzu duszę. Że już dłużej nie wytrzymam...
Oślepił mnie blask szpitalnych lamp. Zaraz, szpitalnych?
Boże, mieliśmy wypadek... Co z Harry'm!? Poderwałam się z łóżka odczepiając od siebie wszystkie rurki i tym podobne. Wszystkie zaczęły piszczeć jak szalone, aż do sali wbiegła szczupła brunetka.
- Proszę się uspokoić! Panno Elisabeth, proszę wracać do łóżka! - pielęgniarka próbowała mnie opanować. Bezskutecznie. Za każdym razem ją odpychałam i pędziłam w stronę drzwi podczas gdy te cholerne urządzenia pikały niczym opętane. Do sali weszła moja zdezorientowana mama.
- Co ty tu robisz? Przecież jesteśmy we Włoszech. Co z Harry'm? Jak on się czuje? - zasypałam ją pytaniami.
- Przykro mi... - odpowiedziała i mocno mnie przytuliła. Że co!? Jak to jej przykro? Co mu się stało!?
- Mamo do cholery, co się tu dzieje!? Muszę do niego iść, rozumiesz!? - zaczęłam na nią krzyczeć.
Pielęgniarka spojrzała na mnie ze współczuciem i kiwnęła głową w stronę drzwi:
- Sala numer 53.
Czym prędzej udałam się na korytarz i biegłam przez niego, przelatując wzrokiem numerki na tabliczkach. 51, 52, 53, 54... Zaraz, wróć! 53! Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam na klamkę. Na łóżku szptalnym, owinięty białą pościelą leżał Harry. Mój chłopak...
- Styles! Idioto, nic ci nie jest! Boże nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiłam! Kocham cię... - dopiero po wypowiedzeniu tych słów poczułam, że naprawdę rozumiem ich sens. Wiele razy mówiłam to Josh'owi, ale... Nigdy nie czułam prz tym czegoś takiego jak teraz. Nawet nie umiem tego opisać...
- Przepraszam cię, ale... Hm... Naprawdę głupio się z tym czuję... Jak... jak masz na imię? - Boże, on nawet może już mówić! Zaraz, co!? Jak mam na imię!?
- Harry, proszę cię, nie wygłupiaj się... - zaśmiałam się nerwowo. - To ja, Liz. No, przecież... Do cholery, nie możesz mnie nie pamiętać! - prawie zaczęłam krzyczeć.
- Naprawdę mi przykro... Powiedz mi coś o sobie, może sobie przypomnę - uśmiechnął się niepewnie.
- Nie przypomnisz sobie. To wszystko nie ma sensu! Przybiegam do ciebie, zrywam z siebie te wszystkie migające rurki! A ty co!? Nie wiesz kim jestem! To ma być jakiś pieprzony teatrzyk!?
- Poczekaj, przecież... - zawołał za mną, ale już go nie słyszałam. Wybiegłam z sali. To się nie dzieje naprawdę. To musi być jakiś durny koszmar. Cholera, przecież wszystko się tak układało! Z tego wszystkiego wpadłam na korytarzu na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało.Hej, to ty Liz? - W blondynie rozpoznałam Niall'a.
- Hm... Cześć...
- Coś się stało?
- Nie, cholera, nic się nie stało! Oprócz tego, że mój własny chłopak mnie nie poznaje, nie pamięta, to wszystko jest w porządku!
- Hej, spokojnie! To, że jesteś wkurzona nie znaczy, że musisz się na mnie wyżywać, tak?
- Przepraszam cię, masz rację... Po prostu jestem już tym zmęczona.
- Najpierw wrócisz do sali, żeby cię przepadali - powiedział, a ja przewróciłam oczami. - A potem zabiorę cię ewentualnie na jakieś ciastko i pogadamy, dobrze? - uśmiechnął się ciepło.
Skinęłam głową i ruszyliśmy w stronę gabinetu lekarza.
_________________________________________________________________________________
Jest! :D Jakiś beznadziejny wyszedł :c
Przepraszam, że według Was jest krótki ;p I za to, że takie zamieszanie z numerami rozdziałów ;p
Dziękuję za tyle wyświetleń, komentarzy i w ogóle jesteście szaleni! :D
Co do pytania: nie mam pojęcia ile będzie rozdziałów, nic nie mam zaplanowane oprócz epilogu xd Wszystko co jest po drodze wymyśla się w praniu xd
Poproszę o min. 9 komentarzy na następny rozdział! :D
Bo widzę, że Wam tak dobrze idzie ;p
Chciałam o coś jeszcze prosić:
Wchodźcie na tego bloga, komentujcie, czytajcie, bo moja kochana się załamie normalnie! :D I nie zrażajcie się ilością rozdziałów ;p
A ja potrzebuję jej nowych rozdziałów :D
Pozdrówka misie :*
Oślepił mnie blask szpitalnych lamp. Zaraz, szpitalnych?
Boże, mieliśmy wypadek... Co z Harry'm!? Poderwałam się z łóżka odczepiając od siebie wszystkie rurki i tym podobne. Wszystkie zaczęły piszczeć jak szalone, aż do sali wbiegła szczupła brunetka.
- Proszę się uspokoić! Panno Elisabeth, proszę wracać do łóżka! - pielęgniarka próbowała mnie opanować. Bezskutecznie. Za każdym razem ją odpychałam i pędziłam w stronę drzwi podczas gdy te cholerne urządzenia pikały niczym opętane. Do sali weszła moja zdezorientowana mama.
- Co ty tu robisz? Przecież jesteśmy we Włoszech. Co z Harry'm? Jak on się czuje? - zasypałam ją pytaniami.
- Przykro mi... - odpowiedziała i mocno mnie przytuliła. Że co!? Jak to jej przykro? Co mu się stało!?
- Mamo do cholery, co się tu dzieje!? Muszę do niego iść, rozumiesz!? - zaczęłam na nią krzyczeć.
Pielęgniarka spojrzała na mnie ze współczuciem i kiwnęła głową w stronę drzwi:
- Sala numer 53.
Czym prędzej udałam się na korytarz i biegłam przez niego, przelatując wzrokiem numerki na tabliczkach. 51, 52, 53, 54... Zaraz, wróć! 53! Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam na klamkę. Na łóżku szptalnym, owinięty białą pościelą leżał Harry. Mój chłopak...
- Styles! Idioto, nic ci nie jest! Boże nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiłam! Kocham cię... - dopiero po wypowiedzeniu tych słów poczułam, że naprawdę rozumiem ich sens. Wiele razy mówiłam to Josh'owi, ale... Nigdy nie czułam prz tym czegoś takiego jak teraz. Nawet nie umiem tego opisać...
- Przepraszam cię, ale... Hm... Naprawdę głupio się z tym czuję... Jak... jak masz na imię? - Boże, on nawet może już mówić! Zaraz, co!? Jak mam na imię!?
- Harry, proszę cię, nie wygłupiaj się... - zaśmiałam się nerwowo. - To ja, Liz. No, przecież... Do cholery, nie możesz mnie nie pamiętać! - prawie zaczęłam krzyczeć.
- Naprawdę mi przykro... Powiedz mi coś o sobie, może sobie przypomnę - uśmiechnął się niepewnie.
- Nie przypomnisz sobie. To wszystko nie ma sensu! Przybiegam do ciebie, zrywam z siebie te wszystkie migające rurki! A ty co!? Nie wiesz kim jestem! To ma być jakiś pieprzony teatrzyk!?
- Poczekaj, przecież... - zawołał za mną, ale już go nie słyszałam. Wybiegłam z sali. To się nie dzieje naprawdę. To musi być jakiś durny koszmar. Cholera, przecież wszystko się tak układało! Z tego wszystkiego wpadłam na korytarzu na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało.Hej, to ty Liz? - W blondynie rozpoznałam Niall'a.
- Hm... Cześć...
- Coś się stało?
- Nie, cholera, nic się nie stało! Oprócz tego, że mój własny chłopak mnie nie poznaje, nie pamięta, to wszystko jest w porządku!
- Hej, spokojnie! To, że jesteś wkurzona nie znaczy, że musisz się na mnie wyżywać, tak?
- Przepraszam cię, masz rację... Po prostu jestem już tym zmęczona.
- Najpierw wrócisz do sali, żeby cię przepadali - powiedział, a ja przewróciłam oczami. - A potem zabiorę cię ewentualnie na jakieś ciastko i pogadamy, dobrze? - uśmiechnął się ciepło.
Skinęłam głową i ruszyliśmy w stronę gabinetu lekarza.
_________________________________________________________________________________
Jest! :D Jakiś beznadziejny wyszedł :c
Przepraszam, że według Was jest krótki ;p I za to, że takie zamieszanie z numerami rozdziałów ;p
Dziękuję za tyle wyświetleń, komentarzy i w ogóle jesteście szaleni! :D
Co do pytania: nie mam pojęcia ile będzie rozdziałów, nic nie mam zaplanowane oprócz epilogu xd Wszystko co jest po drodze wymyśla się w praniu xd
Poproszę o min. 9 komentarzy na następny rozdział! :D
Bo widzę, że Wam tak dobrze idzie ;p
Chciałam o coś jeszcze prosić:
Wchodźcie na tego bloga, komentujcie, czytajcie, bo moja kochana się załamie normalnie! :D I nie zrażajcie się ilością rozdziałów ;p
A ja potrzebuję jej nowych rozdziałów :D
Pozdrówka misie :*
niedziela, 23 września 2012
Chapter nineteen
Nigdy nie wypiję już ani kropelki alkoholu. Moja głowa przechodzi właśnie przez fazę rozdrabniania się na cząsteczki przy każdym usłyszanym dźwięku. Dobrze, że chociaż coś pamiętam... Hmm... do pewnego momentu. I to jest w tym najdziwniejsze, że to był moment, w którym całowałam się z Harry'm. Cholera jasna! Pięknie, po prostu pięk... Nie, nie, nie rób mi tego!
- Fuck! - wrzasnęłam i wybiegłam z pokoju jak szalona. Gdzie? Głupie pytanie.
- Co się dzieje!? - do łazienki wpadł wystraszony moim krzykiem Niall, który gdy tylko zobaczył mnie pochylającą się nad sedesem zaczął chichotać pod nosem. Nie żartuję. Chichotać!
- Ludzie! Czy wyście powariowali!? Jest środek nocy! - tym razem to był Harry.
- Hm, Styles. Jest piętnasta - uświadomił go Horan.
- Wystarczający powód ku temu, żebym jeszcze słodko spał! - Oho, Harry się wkurzył.
Postanowiłam wkroczyć do akcji:
- To świetnie, że urządzacie sobie tu ploteczki, ale po pierwsze ciszej, a po drugie, ja tu umieram!
- Przepraszam cię, ale ja nie wyrobię ze śmiechu - oczywiście to był Niall. - Było się nie schlać do upadłego! - znów śmiech. Boże, czy on nigdy w życiu czegoś takiego nie przeżył? I teraz się jeszcze będzie ze mnie nabijał. To nie na moje nerwy.
- Horan... Wypad stąd! - Blondyn wyszedł z naburmuszoną miną.
- Harry to bardzo miło, że kazałeś mu opuścić to pomieszczenie, ale cholera, nie można było ciszej!?
Chłopak podszedł do mnie i uklęknął. Oj, robi się ciekawie...
- Liz, co do wczoraj... - zbliżył się.
- Ej, ej! - położyłam mu rękę na ramieniu i lekko odepchnęłam. - Bezpieczna odległość.
Zaśmiał się nerwowo i spojrzał na drzwi. Taaak, a w nich stał Liam, który gdy tylko nas zobaczył, puścił Harry'emu oczko i wyszedł.
- Hmm... Nic z tego nie rozumiem, ale pozwól, że się ogarnę i porozmawiamy później? - spojrzałam błagalnym wzrokiem na Hazzę. Ten skinął głową i po cichu wyszedł z łazienki.
Umyłam się i poszłam z powrotem spać. Taak, łóżko to jedyne o czym marzę...
Otworzyłam jedno oko i po chwili z przerażeniem drugie. Znajdowałam się w jakimś samochodzie! W dodatku zamkniętym, co sprawdziłam próbując prawie wyszarpać klamkę z drzwi. No cóż, zaczęłam wrzeszczeć. Byłam tak przestraszona, że mało co nie padłam na zawał kiedy zobaczyłam kogoś w oknie auta. Otworzył drzwi.
- Harry, debilu, co ty odpieprzasz!? - wydarłam się.
- Liz, posłuchaj, spokojnie...
- Spokojnie!? Ty mi każesz być spokojna!? Jak cholera mam być spokojna!? Wywozisz mnie - rozejrzałam się dookoła - na jakieś pole! Bez mojego pozwole... - nie zdążyłam dokończyć, bo zamknął mi usta pocałunkiem. Przez moment chciałam się wyrwać, ale no... Nie ukrywajmy, polubiłam to. W duchu się za to przeklinam.
Harry wziął szybki oddech i powiedział:
- Może wyjdźmy na zewnątrz? Mała niespodzianka - uśmiechnął się tajemniczo. Oboje w tym samym czasie opuściliśmy auto i zatrzasnęliśmy drzwi. Moim oczom ukazał się piękny widok, a mianowicie duży koc, na nim koszyk, a wokoło poustawiane świeczki w małych szklankach.
- To wszystko... dla mnie? - zapytałam retorycznie, spoglądając z zachwytem na to wszystko.
- Nie, w samochodzie chowam jeszcze cztery dziewczyny, ale na razie się nie obudziły - zaśmiał się. Spojrzałam na niego i rzuciłam mu się na szyję.
- Podoba ci się?
- A czy ty masz proste włosy? Zadajesz głupie pytania! - zaczęłam go całować i popychać w stronę koca tak, że prawie się wywalił. Nic mu się nie stało, ale udało nam się położyć się na ziemi. Leżeliśmy tak chyba pół godziny, aż wreszcie postanowiłam coś powiedzieć:
- Więc co? Przywlokłeś mnie tu, żeby poleżeć na polu?
- Nie - zaśmiał się. - Chciałem ci powiedzieć, że... - zrobił długą przerwę.
- Że co? Ja cały czas czekam - zaczęłam chichotać.
- Przestań, dobrze wiesz, że faceci nie lubią mówić o uczuciach... - Ups. Zaczyna się robić poważnie.
- Dobrze, dobrze. Przepraszam, mów dalej.
- No więc... Chciałem powiedzieć, że chociaż znamy się krótko to kiedy tylko cię zobaczyłem, wydałaś mi się taka... inna... Intrygująca. Nie chciałem na ciebie naciskać...
- Za bardzo ci się to nie udało - zaśmiałam się, ale gdy Harry zgromił mnie wzrokiem od razu się uspokoiłam.
- Ale skoro już się tak na mnie rzuciłaś...
- Ej! Ty mnie sprowokowałeś!
- Tak sobie tłumacz - uśmiechnął się zadziornie. - Chciałem ci powiedzieć... że chyba cię kocham.
Ale on słodko się uśmiecha... Wait, what!? Jak to kocha!?
- Zaraz, czekaj... Powoli... - sprowadziłam go na ziemię. - Wiesz, że to się dzieje za szybko?
- Tak, wiem. Ale chyba wypadałoby dać temu szansę, co?
- Hmm... - uśmiechnęłam się. - Spróbować zawsze można.
Hazza odetchnął z ulgą, a ja się zatrzęsłam.
- Zimno ci? - przytulił mnie mocniej.
- Trochę.
- To chyba czas już wracać do domu. Wstawaj.
Weszliśmy do czarnego (Harry go umył!) samochodu i wjechaliśmy na główną drogę. Chłopak cały czas trzymał swoją rękę na mojej.
- Człowieku, czy ty musisz tak wolno jechać? - powiedział bardziej do siebie, niż do kierowcy przed nami, bo raczej trudno byłoby, żeby go usłyszał. - Wyprzedzę go.
- Jest linia ciągła, idioto - uświadomiłam go.
- Przecież nic nie jedzie! - odpowiedział i zaczął zjeżdżać na lewy pas.
W tym samym momencie zobaczyłam przed nami światła auta. Nie zapamiętałam już nic więcej, oprócz pisku opon i głowy Harry'ego uderzającej z hukiem o kierownicę.
______________________________________________________________
Tadaaaaaaaaaaaam! :D Mamy długą dziewiętnastkę :)
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale mam parę problemów, z którymi muszę się uporać. No ale jest, za sprawą Kasi! Zmobilizowała mnie i jest! :D
Dziękuję za tyle wejść i komentarzy! Jesteście n a j l e p s i! <3
Poproszę o co najmniej 9 :) :*
Pozdrawiam słońca! :*
- Fuck! - wrzasnęłam i wybiegłam z pokoju jak szalona. Gdzie? Głupie pytanie.
- Co się dzieje!? - do łazienki wpadł wystraszony moim krzykiem Niall, który gdy tylko zobaczył mnie pochylającą się nad sedesem zaczął chichotać pod nosem. Nie żartuję. Chichotać!
- Ludzie! Czy wyście powariowali!? Jest środek nocy! - tym razem to był Harry.
- Hm, Styles. Jest piętnasta - uświadomił go Horan.
- Wystarczający powód ku temu, żebym jeszcze słodko spał! - Oho, Harry się wkurzył.
Postanowiłam wkroczyć do akcji:
- To świetnie, że urządzacie sobie tu ploteczki, ale po pierwsze ciszej, a po drugie, ja tu umieram!
- Przepraszam cię, ale ja nie wyrobię ze śmiechu - oczywiście to był Niall. - Było się nie schlać do upadłego! - znów śmiech. Boże, czy on nigdy w życiu czegoś takiego nie przeżył? I teraz się jeszcze będzie ze mnie nabijał. To nie na moje nerwy.
- Horan... Wypad stąd! - Blondyn wyszedł z naburmuszoną miną.
- Harry to bardzo miło, że kazałeś mu opuścić to pomieszczenie, ale cholera, nie można było ciszej!?
Chłopak podszedł do mnie i uklęknął. Oj, robi się ciekawie...
- Liz, co do wczoraj... - zbliżył się.
- Ej, ej! - położyłam mu rękę na ramieniu i lekko odepchnęłam. - Bezpieczna odległość.
Zaśmiał się nerwowo i spojrzał na drzwi. Taaak, a w nich stał Liam, który gdy tylko nas zobaczył, puścił Harry'emu oczko i wyszedł.
- Hmm... Nic z tego nie rozumiem, ale pozwól, że się ogarnę i porozmawiamy później? - spojrzałam błagalnym wzrokiem na Hazzę. Ten skinął głową i po cichu wyszedł z łazienki.
Umyłam się i poszłam z powrotem spać. Taak, łóżko to jedyne o czym marzę...
Otworzyłam jedno oko i po chwili z przerażeniem drugie. Znajdowałam się w jakimś samochodzie! W dodatku zamkniętym, co sprawdziłam próbując prawie wyszarpać klamkę z drzwi. No cóż, zaczęłam wrzeszczeć. Byłam tak przestraszona, że mało co nie padłam na zawał kiedy zobaczyłam kogoś w oknie auta. Otworzył drzwi.
- Harry, debilu, co ty odpieprzasz!? - wydarłam się.
- Liz, posłuchaj, spokojnie...
- Spokojnie!? Ty mi każesz być spokojna!? Jak cholera mam być spokojna!? Wywozisz mnie - rozejrzałam się dookoła - na jakieś pole! Bez mojego pozwole... - nie zdążyłam dokończyć, bo zamknął mi usta pocałunkiem. Przez moment chciałam się wyrwać, ale no... Nie ukrywajmy, polubiłam to. W duchu się za to przeklinam.
Harry wziął szybki oddech i powiedział:
- Może wyjdźmy na zewnątrz? Mała niespodzianka - uśmiechnął się tajemniczo. Oboje w tym samym czasie opuściliśmy auto i zatrzasnęliśmy drzwi. Moim oczom ukazał się piękny widok, a mianowicie duży koc, na nim koszyk, a wokoło poustawiane świeczki w małych szklankach.
- To wszystko... dla mnie? - zapytałam retorycznie, spoglądając z zachwytem na to wszystko.
- Nie, w samochodzie chowam jeszcze cztery dziewczyny, ale na razie się nie obudziły - zaśmiał się. Spojrzałam na niego i rzuciłam mu się na szyję.
- Podoba ci się?
- A czy ty masz proste włosy? Zadajesz głupie pytania! - zaczęłam go całować i popychać w stronę koca tak, że prawie się wywalił. Nic mu się nie stało, ale udało nam się położyć się na ziemi. Leżeliśmy tak chyba pół godziny, aż wreszcie postanowiłam coś powiedzieć:
- Więc co? Przywlokłeś mnie tu, żeby poleżeć na polu?
- Nie - zaśmiał się. - Chciałem ci powiedzieć, że... - zrobił długą przerwę.
- Że co? Ja cały czas czekam - zaczęłam chichotać.
- Przestań, dobrze wiesz, że faceci nie lubią mówić o uczuciach... - Ups. Zaczyna się robić poważnie.
- Dobrze, dobrze. Przepraszam, mów dalej.
- No więc... Chciałem powiedzieć, że chociaż znamy się krótko to kiedy tylko cię zobaczyłem, wydałaś mi się taka... inna... Intrygująca. Nie chciałem na ciebie naciskać...
- Za bardzo ci się to nie udało - zaśmiałam się, ale gdy Harry zgromił mnie wzrokiem od razu się uspokoiłam.
- Ale skoro już się tak na mnie rzuciłaś...
- Ej! Ty mnie sprowokowałeś!
- Tak sobie tłumacz - uśmiechnął się zadziornie. - Chciałem ci powiedzieć... że chyba cię kocham.
Ale on słodko się uśmiecha... Wait, what!? Jak to kocha!?
- Zaraz, czekaj... Powoli... - sprowadziłam go na ziemię. - Wiesz, że to się dzieje za szybko?
- Tak, wiem. Ale chyba wypadałoby dać temu szansę, co?
- Hmm... - uśmiechnęłam się. - Spróbować zawsze można.
Hazza odetchnął z ulgą, a ja się zatrzęsłam.
- Zimno ci? - przytulił mnie mocniej.
- Trochę.
- To chyba czas już wracać do domu. Wstawaj.
Weszliśmy do czarnego (Harry go umył!) samochodu i wjechaliśmy na główną drogę. Chłopak cały czas trzymał swoją rękę na mojej.
- Człowieku, czy ty musisz tak wolno jechać? - powiedział bardziej do siebie, niż do kierowcy przed nami, bo raczej trudno byłoby, żeby go usłyszał. - Wyprzedzę go.
- Jest linia ciągła, idioto - uświadomiłam go.
- Przecież nic nie jedzie! - odpowiedział i zaczął zjeżdżać na lewy pas.
W tym samym momencie zobaczyłam przed nami światła auta. Nie zapamiętałam już nic więcej, oprócz pisku opon i głowy Harry'ego uderzającej z hukiem o kierownicę.
______________________________________________________________
Tadaaaaaaaaaaaam! :D Mamy długą dziewiętnastkę :)
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale mam parę problemów, z którymi muszę się uporać. No ale jest, za sprawą Kasi! Zmobilizowała mnie i jest! :D
Dziękuję za tyle wejść i komentarzy! Jesteście n a j l e p s i! <3
Poproszę o co najmniej 9 :) :*
Pozdrawiam słońca! :*
sobota, 8 września 2012
Chapter eighteen
Idiota. Nikt inny, tylko jeden wielki idiota. Głupek do kwadratu. Pajac. Boże, nadal nie wiecie o kim mówię!?
Poczułam, że ktoś łapie mnie za łokieć. Pod wodą. Za jakie grzechy!? No dobrze, teraz trochę by się ich znalazło. Ale wracając do tego "kogoś", oczywiście był to Harry. Tak, ten idiota. Otworzyłam oczy, a że robię to na basenie dosyć często, widziałam wszystko wyraźnie. Chłopak widocznie nie, więc postanowiłam to wykorzystać. Złapałam go za koszulkę i pociągnęłam do dołu, przyciskając go do dna. Najpierw zaczął machać rękoma, ale po dłuższej chwili przestał. Przestraszyłam się, zaczęłam wypływać z nim na brzeg. Oczy miał zamknięte i się nie ruszał. Zaczęłam wrzeszczeć, żeby ludzie mu pomogli. Poczułam łzy napływające mi do oczu. On mógł nie żyć. Przeze mnie i moje głupie pomysły. Odwołuję wszystko co o nim powiedziałam. Mimo wszystko to on był przy mnie, kiedy ostatnio tego najbardziej potrzebowałam. Zaczęłam krzyczeć głośniej, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Zresztą i tak pewnie nic by nie pomogli, prawie wszyscy byli pijani. Postanowiłam, że chociaż spróbuję go uratować, on nie może umrzeć! Byłam kiedyś na koncercie, na którym pokazywali pierwszą pomoc... Boże, tylko ciekawe czy ja to pamiętam. Lizzie, było trzeba słuchać, a nie flirtować z kolegą siedzącym na balkonie!
Zaraz, wdech, wydech, Liz opanuj się... Cholera, wdech, wydech to do niego idiotko!
Okej, coś tam pamiętam... Na początek sprawdzić czy oddycha...
Przyłożyłam policzek do jego ust, żeby poczuć, czy wydycha jakieś powietrze... Jest, jest! Ale w jakimś dziwnym tempie. Niemiarowo. Cholera!
Dobra, w takim razie... Co tam było? Uciśnięcia klatki piersiowej. To umiem, ale ile? Chyba 30... Chyba?
Zaczynam. ...29, 30. Jest! Co teraz? Liz, myśl! To się jakoś nazywało... Mam! Oddechy ratownicze! Dobrze, zacisnąć skrzydełka nosa, wziąć normalny oddech i wdmuchiwać powietrze do ust poszkodowanego. Poszkodowanego!? Boże, to jakoś tak... niebezpiecznie brzmi...
Pochyliłam się nad twarzą Harry'ego i wzięłam głęboki oddech. Dotknęłam swoimi ustami jego warg i znowu przeszedł mnie ten głupi dreszcz! Kurczę, nawet w takiej chwili, no! Nagle poczułam, że jego usta się zaciskają. No i tak jakby, hmm... Zaczynał mnie całować. Nie żartuję i jestem w tej chwili, jak najbardziej poważna. Chociaż nie ukrywam, jest ciężko, kiedy w głowie miga ci cały gwiazdozbiór! Już chciałam się od niego odsunąć, żeby go opieprzyć. Tiaa, chciałam, ale skończyło się na chęciach, bo ten przysunął mnie do siebie, przeturlał się tak, że teraz on leżał na mnie. Ach i nie zapominajmy, że przy tym prawie nie dawał mi nawet dopływu powietrza, jeśli wiecie o co mi chodzi. Jego pocałunki stawały się coraz głębsze. Tak, pozwalałam mu na to. Nie pytajcie czemu, po prostu a) coś zamroczyło mi rozum, oraz b) tym czymś był alkohol szumiący w mojej głowie. Matko jedyna, nie dość, że mu na to pozwalałam to jeszcze było w tym trochę mojej inicjatywy... Ale powtarzam, troszeczkę!
Chłopak w końcu przerwał, by spojrzeć mi w oczy. Szkoda, że w tej chwili nie widziałam swojej miny, ale gdybym mogła, to mogę przysiąc, że patrzyłam na niego osłupiałym wzrokiem z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma.
Ta niezwykle romantyczna chwila trwała wieki, kiedy w końcu się opanowałam i ni stąd, ni zowąd przewróciłam Harry'ego na plecy i spoliczkowałam ze słowami:
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie rób - po czym jak gdyby nigdy nic wstałam, zostawiając go tak samo zdziwionego, jak ja byłam w poprzedniej chwili. W sumie, nie mam pojęcia, czemu to zrobiłam. Może dlatego, że było jeszcze za wcześnie? Poza tym, znamy się dopiero kilka dni. Jaką mam gwarancję, że jutro by mnie nie zostawił? No właśnie, żadnej!
Może też dlatego, że jestem pijana i nie wiem jak by to się skończyło? Wołałam zachować zdrowy rozsądek. Zadzwoniłam po taksówkę.
- Co się stało? - usłyszałam za sobą głos Harry'ego.
- Zachowałeś się jak dupek, wystarczy? - rzuciłam z sarkazmem nawet się nie odwracając.
- Tak? A mnie się wydawało, że ci się spodobało... - poczułam na szyi jego przyspieszony jeszcze oddech. No cholera jasna! Teraz on będzie to perfidnie wykorzystywał, tak!?
- Harry, proszę cię... - czułam, że całe opanowanie wylatuje ze mnie niczym powietrze z przekłutego balona. To taka trauma z dzieciństwa.
Chłopak obrócił mnie delikatnie przodem do siebie, dalej trzymając usta przy mojej szyi.
W tym momencie usłyszałam za sobą niski głos:
- Zamawiała pani taksówkę?
Tak, tak, tak, tak! Czym prędzej wyswobodziłam się z uścisku Harry'ego i pobiegłam w stronę auta, po raz trzeci tego wieczoru, pozostawiając zdumionego chłopaka samemu sobie.
- Jest pan moim Shrek'iem! - westchnęłam, rzucając taksówkarzowi pieniądze, gdy dojechaliśmy.
On posłał mi niezrozumiałe spojrzenie, więc wytłumaczyłam:
- No, uratował Fionę? - dalej nic nie rozumiał. - Nieważne, miłej pracy - rzuciłam na odchodne i lekko chwiejnym, z powodu alkoholu i Harry'ego krokiem ruszyłam do hotelu.
___________________________________________________________________
Miała być dzisiaj - jest dzisiaj!
Wszystko za sprawą mojego szantażysty - Ulsona! ;p
Idź Ty!
Więc, rozdział pisany przy Use Somebody - wykonanie naszych chłopców <3 Natchnienie! :D
Dedykacja dla Uli <3
No to pod tym również poproszę choć osiem komentarzy, aby pojawił się następny rozdział : )))
Kocham Was! ♥
edit:
te wszystkie dziewięć komentarzy Ulki się nie liczy! ;p
Poczułam, że ktoś łapie mnie za łokieć. Pod wodą. Za jakie grzechy!? No dobrze, teraz trochę by się ich znalazło. Ale wracając do tego "kogoś", oczywiście był to Harry. Tak, ten idiota. Otworzyłam oczy, a że robię to na basenie dosyć często, widziałam wszystko wyraźnie. Chłopak widocznie nie, więc postanowiłam to wykorzystać. Złapałam go za koszulkę i pociągnęłam do dołu, przyciskając go do dna. Najpierw zaczął machać rękoma, ale po dłuższej chwili przestał. Przestraszyłam się, zaczęłam wypływać z nim na brzeg. Oczy miał zamknięte i się nie ruszał. Zaczęłam wrzeszczeć, żeby ludzie mu pomogli. Poczułam łzy napływające mi do oczu. On mógł nie żyć. Przeze mnie i moje głupie pomysły. Odwołuję wszystko co o nim powiedziałam. Mimo wszystko to on był przy mnie, kiedy ostatnio tego najbardziej potrzebowałam. Zaczęłam krzyczeć głośniej, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Zresztą i tak pewnie nic by nie pomogli, prawie wszyscy byli pijani. Postanowiłam, że chociaż spróbuję go uratować, on nie może umrzeć! Byłam kiedyś na koncercie, na którym pokazywali pierwszą pomoc... Boże, tylko ciekawe czy ja to pamiętam. Lizzie, było trzeba słuchać, a nie flirtować z kolegą siedzącym na balkonie!
Zaraz, wdech, wydech, Liz opanuj się... Cholera, wdech, wydech to do niego idiotko!
Okej, coś tam pamiętam... Na początek sprawdzić czy oddycha...
Przyłożyłam policzek do jego ust, żeby poczuć, czy wydycha jakieś powietrze... Jest, jest! Ale w jakimś dziwnym tempie. Niemiarowo. Cholera!
Dobra, w takim razie... Co tam było? Uciśnięcia klatki piersiowej. To umiem, ale ile? Chyba 30... Chyba?
Zaczynam. ...29, 30. Jest! Co teraz? Liz, myśl! To się jakoś nazywało... Mam! Oddechy ratownicze! Dobrze, zacisnąć skrzydełka nosa, wziąć normalny oddech i wdmuchiwać powietrze do ust poszkodowanego. Poszkodowanego!? Boże, to jakoś tak... niebezpiecznie brzmi...
Pochyliłam się nad twarzą Harry'ego i wzięłam głęboki oddech. Dotknęłam swoimi ustami jego warg i znowu przeszedł mnie ten głupi dreszcz! Kurczę, nawet w takiej chwili, no! Nagle poczułam, że jego usta się zaciskają. No i tak jakby, hmm... Zaczynał mnie całować. Nie żartuję i jestem w tej chwili, jak najbardziej poważna. Chociaż nie ukrywam, jest ciężko, kiedy w głowie miga ci cały gwiazdozbiór! Już chciałam się od niego odsunąć, żeby go opieprzyć. Tiaa, chciałam, ale skończyło się na chęciach, bo ten przysunął mnie do siebie, przeturlał się tak, że teraz on leżał na mnie. Ach i nie zapominajmy, że przy tym prawie nie dawał mi nawet dopływu powietrza, jeśli wiecie o co mi chodzi. Jego pocałunki stawały się coraz głębsze. Tak, pozwalałam mu na to. Nie pytajcie czemu, po prostu a) coś zamroczyło mi rozum, oraz b) tym czymś był alkohol szumiący w mojej głowie. Matko jedyna, nie dość, że mu na to pozwalałam to jeszcze było w tym trochę mojej inicjatywy... Ale powtarzam, troszeczkę!
Chłopak w końcu przerwał, by spojrzeć mi w oczy. Szkoda, że w tej chwili nie widziałam swojej miny, ale gdybym mogła, to mogę przysiąc, że patrzyłam na niego osłupiałym wzrokiem z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma.
Ta niezwykle romantyczna chwila trwała wieki, kiedy w końcu się opanowałam i ni stąd, ni zowąd przewróciłam Harry'ego na plecy i spoliczkowałam ze słowami:
- Nigdy. Więcej. Tego. Nie rób - po czym jak gdyby nigdy nic wstałam, zostawiając go tak samo zdziwionego, jak ja byłam w poprzedniej chwili. W sumie, nie mam pojęcia, czemu to zrobiłam. Może dlatego, że było jeszcze za wcześnie? Poza tym, znamy się dopiero kilka dni. Jaką mam gwarancję, że jutro by mnie nie zostawił? No właśnie, żadnej!
Może też dlatego, że jestem pijana i nie wiem jak by to się skończyło? Wołałam zachować zdrowy rozsądek. Zadzwoniłam po taksówkę.
- Co się stało? - usłyszałam za sobą głos Harry'ego.
- Zachowałeś się jak dupek, wystarczy? - rzuciłam z sarkazmem nawet się nie odwracając.
- Tak? A mnie się wydawało, że ci się spodobało... - poczułam na szyi jego przyspieszony jeszcze oddech. No cholera jasna! Teraz on będzie to perfidnie wykorzystywał, tak!?
- Harry, proszę cię... - czułam, że całe opanowanie wylatuje ze mnie niczym powietrze z przekłutego balona. To taka trauma z dzieciństwa.
Chłopak obrócił mnie delikatnie przodem do siebie, dalej trzymając usta przy mojej szyi.
W tym momencie usłyszałam za sobą niski głos:
- Zamawiała pani taksówkę?
Tak, tak, tak, tak! Czym prędzej wyswobodziłam się z uścisku Harry'ego i pobiegłam w stronę auta, po raz trzeci tego wieczoru, pozostawiając zdumionego chłopaka samemu sobie.
- Jest pan moim Shrek'iem! - westchnęłam, rzucając taksówkarzowi pieniądze, gdy dojechaliśmy.
On posłał mi niezrozumiałe spojrzenie, więc wytłumaczyłam:
- No, uratował Fionę? - dalej nic nie rozumiał. - Nieważne, miłej pracy - rzuciłam na odchodne i lekko chwiejnym, z powodu alkoholu i Harry'ego krokiem ruszyłam do hotelu.
___________________________________________________________________
Miała być dzisiaj - jest dzisiaj!
Wszystko za sprawą mojego szantażysty - Ulsona! ;p
Idź Ty!
Więc, rozdział pisany przy Use Somebody - wykonanie naszych chłopców <3 Natchnienie! :D
Dedykacja dla Uli <3
No to pod tym również poproszę choć osiem komentarzy, aby pojawił się następny rozdział : )))
Kocham Was! ♥
edit:
te wszystkie dziewięć komentarzy Ulki się nie liczy! ;p
czwartek, 6 września 2012
Informacja
Ech, chciałam nie dodawać tu informacji, ale cóż, jak trzeba, to trzeba.
A więc, słońca moje kochane, po pierwsze DZIĘKUJĘ ZA CALUTKIE 7 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ, NAWET PONAD!
Jesteście niesamowici, szaleni i w ogóle, najlepsi na świecie! :*
Po drugie, widzicie, trzeba Was zmotywować i od razu liczba komentarzy się zwiększa ;p Tu też chciałam baaaaardzo serdecznie za nie podziękować, a dotychczas jest ich już: 120! Szaleństwo! <3
Po trzecie, przepraszam!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, bo ja tu najbardziej zawaliłam!
Rozdział pojawi się w sobotę, najpóźniej w niedzielę, bo widzicie, na razie w szkole mam na wstępie jakieś kartkówki z chemii, fizyki, geografii i biologii + troszkę braku weny. Codziennie staram się dopisać choć kawałek do osiemnastki, ale przysięgam, całość będzie tak jak mówiłam wyżej. I będzie wreszcie jakaś niespodzianka, także uzbrójcie się w cierpliwość i... WYBACZCIE MI! <3
KOCHAM WAS <3
Pozdróweczka :*
A więc, słońca moje kochane, po pierwsze DZIĘKUJĘ ZA CALUTKIE 7 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ, NAWET PONAD!
Jesteście niesamowici, szaleni i w ogóle, najlepsi na świecie! :*
Po drugie, widzicie, trzeba Was zmotywować i od razu liczba komentarzy się zwiększa ;p Tu też chciałam baaaaardzo serdecznie za nie podziękować, a dotychczas jest ich już: 120! Szaleństwo! <3
Po trzecie, przepraszam!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, bo ja tu najbardziej zawaliłam!
Rozdział pojawi się w sobotę, najpóźniej w niedzielę, bo widzicie, na razie w szkole mam na wstępie jakieś kartkówki z chemii, fizyki, geografii i biologii + troszkę braku weny. Codziennie staram się dopisać choć kawałek do osiemnastki, ale przysięgam, całość będzie tak jak mówiłam wyżej. I będzie wreszcie jakaś niespodzianka, także uzbrójcie się w cierpliwość i... WYBACZCIE MI! <3
KOCHAM WAS <3
Pozdróweczka :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)