Strony

sobota, 16 marca 2013

Chapter thirty



- Prawdopodobnie Elisabeth cierpi na cukrzycę – powiedziała wreszcie doktor Higgins. Cukrzyca… Taaak, coś tam słyszałam, ale o co w ogóle chodzi? Lekarka chyba zauważyła moją zdezorientowaną minę, więc od razu dodała:
- Zaburzone jest u ciebie działanie i wydzielanie insuliny. To cukrzyca typu 1 – ona mówiła i mówiła, a ja i tak rozumiałam tylko bla bla bla. W końcu zwróciła się do mojej mamy, która chyba była wstrząśnięta, sądząc po jej szeroko otwartych ustach. - Lizzie będzie musiała nosić strzykawkę zawsze przy sobie. Ewentualnie, co według mnie jest najlepszym wyjściem, ale też droższym – zakup pompy insulinowej.
Leslie już się otrząsnęła i pokiwała głową na znak, że rozumie. Dziwne, bo ja nie. One jeszcze rozmawiały, ale ja przeprosiłam grzecznie i wyszłam na korytarz. Wyciągnęłam z kieszeni telefon, na którym ujrzałam:
- 21 nieodebranych połączeń od Harry’ego;
- 5 od Zayn’a
- 2 od Niall’a i po jednym od Liam’a i Lou.
Martwili się o mnie… Postanowiłam szybko zadzwonić do mojego chłopaka, ale jak na złość cyfry na ekranie rozmazywały mi się przed oczami,  jakbym była po całonocnej imprezie. Gdy wreszcie udało mi się wybrać numer, nie musiałam czekać więcej niż dwóch sygnałów. Po chwili usłyszałam zatroskany głos Harry’ego.
- Cześć, kochanie! Tak się za tobą stęskniłem! Czemu nie odbierałaś? Jak minęła podróż? Co u ciebie? Mam nadzieję, że brakuje ci mnie chociaż trochę? - zasypał mnie gradem pytań. Cicho się zaśmiałam. – Za dużo naraz, nie? – nawet teraz czułam, że się uśmiecha. Ten to dopiero potrafi poprawić humor…
- No… Wszystko w porządku… Brakuje mi cię nawet bardziej niż myślisz, ale na razie to tajemnica, więc nikomu nie mów, okej? – ciche mruknięcie z drugiej strony aparatu. – Jestem u lekarza… - zanim zdążyłam dopowiedzieć cokolwiek, Harry wpadł mi w słowo niemal krzycząc:
- Co ci się stało!? Wiedziałem, że nie powinienem cię zostawiać… - w tle usłyszałam jakieś „Kto to!? Liz!? Oddaj mi telefon! Muszę z nią pogadać!”. Zapewne Zayn. Potem słowo, którego nie powinnam przytaczać z ust Styles’a i jego „Spadaj debilu, bo powiem Niall’owi!” Tak, to na pewno był Malik.
- Ekhm… - odchrząknęłam, chcąc przywrócić mojego chłopaka znów do rozmowy.
- Liz! Mów, co się stało!? – Harry znów wykrzyknął, aż musiałam odsunąć słuchawkę od ucha.
- Opowiem wam, jak się zdzwonimy na Skype. Żadnego ”ale”! – uprzedziłam jego próby zaprzeczenia. – Bardzo cię kocham i nienawidzę nie móc cię widzieć – z każdym kolejnym słowem mój głos załamywał się co raz bardziej.
- Też cię kocham… - odparł Harry z rezygnacją. – Zadzwoń, jak tylko będziesz w domu. Tęsknię… - nie dałam mu dokończyć i rozłączyłam połączenie. Po prostu bałam się, że jeszcze sekunda i rozpłaczę się jak dziecko. A muszę być silna, prawda?
Przez jakieś piętnaście minut chodziłam w tę i we w tę po korytarzu, nie mogąc się doczekać wyjścia z tego miejsca. Napawało mnie czymś takim… Smutkiem? Przerażeniem? Sama nie wiem… Wiem tylko, że muszę się stąd wydostać.
- Liz – na głos mamy prawie podskoczyłam z radości.
- Jedziemy już?
- Tak… Wiesz, że to będzie wymagało diety i…
- I teraz musisz mnie zawieźć do domu. Harry na mnie czeka, mamo! – poganiałam ją, a jej wraz twarzy ze zmęczonego przerodził się w zaskoczony.
- Jak to!? Harry przyjechał do Anglii!?
- Nie! Chociaż chciałabym… - rozmarzyłam się i Leslie znów przywróciła mnie na ziemię:
- Lizzie, mów o co chodzi? – gdy jej wszystko wytłumaczyłam, ta tylko się uśmiechnęła, pokiwała głową i skierowała się do samochodu. Przez cały czas jazdy skutecznie omijałam temat choroby. To by tylko pogorszyło mój nastrój. Prawdę mówiąc i tak miałam ochotę wleźć pod kołdrę w ciepłym łóżku z kakao na półce, jak wtedy, gdy po raz pierwszy zostawił mnie chłopak. A tak w ogóle, to co to do cholery ma być? Przecież dziś nie ma piątka trzynastego, tak? Czy ja zabłądziłam w czasie?  Po prostu cudownie…
Gdy zajechałyśmy pod dom, szybko wyszłam z auta i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Włączyłam komputer, a jego ładowanie doprowadzało mnie do szału. Właśnie w tym momencie postanowiłam, że muszę sobie kupić jakiś szybszy sprzęt. Kiedy już ten grat (okej, przesadzam, kupiłam go rok temu) się do końca uruchomił od razu kliknęłam ikonę Skype i co widzę? Curly199412  jest offline… Zabiję go. Ja tu pędzę na złamanie karku, a on tak sobie jest offline, rozumiecie to!?
W momencie, gdy rozważałam, jaka broń była lepsza, uwierzcie wybór był trudny, bo wahałam się między czymś w rodzaju sztyletu, a jakąś trucizną, mama zawołała mnie na dół. Niechętnie podniosłam tyłek z fotela i zeszłam po drewnianych schodach.
- Zabiję go, mamo. Po prostu zabiję idiotę. Najpierw mi każe dzwonić od razu, jak… - urwałam w połowie zdania, kiedy zobaczyłam w drzwiach sylwetkę mojego chłopaka i jego rozbawioną minę. Rzuciłam się w jego ramiona szybciej niż zdołalibyście wymówić słowo „bielizna”. Stop. Dlaczego akurat to mi przyszło do głowy?
- Jak dobrze cię znów widzieć… - mruczał Harry wprost do mojego ucha. Dopiero po chwili się opamiętałam…
- Jesteś tak głupi, że aż brak mi słów – walnęłam go kilka razy w klatkę piersiową, ale on szybko złapał mnie za nadgarstki i zaśmiał się mówiąc coś w stylu „zaczyna się”.
- Skarbie, wyżyjesz się wieczorem – wyszeptał, sprawiając, że na moich policzkach pojawił się płonący rumieniec. Szybko odwróciłam się do mamy i powtórzyłam:
- Mówiłam, że jest głupi… Yhm… Leslie, to Harry, Harry to moja mama. – Zanim zdążyli jeszcze cokolwiek innego sobie powiedzieć, oprócz standardowego “miło mi bla bla” pociągnęłam chłopaka na górę. I był to bardzo duży błąd. Bardzo. Bo nim się spostrzegłam, przed oczami zrobiło mi się kolorowo, a potem zapanowała ciemność. Uprzedził ją niestety głośny huk, jakiegoś ciała uderzającego o drewno. A może to moje ciało?
*      *      *
- Lizzie… - obudził mnie cichy męski głos. Otworzyłam lekko oczy, ale obraz był rozmazany, dopiero po chwili odzyskał jako taką ostrość. Leżałam na łóżku w swoim pokoju. Ale Harry!? Co on tu robi!? Ach… przypomniałam sobie wszystko…
- Dobrze, że jesteś – powiedziałam i położyłam sobie jego dłoń na policzku. Była przyjemnie szorstka.
- Słońce, już wszystko w porządku, twoja mama mi wszystko opowiedziała.
Och, to dobrze. To dobrze, że wyjaśniła, bo chyba nie miałabym na to siły. Dotknęłam palcami czoła i natknęłam się na opatrunek.
- Wywróciłaś się. Tak powstała ta rana, sieroto – zaśmiał się Harry.
- No pięknie, człowiek tylko się obudzi z poważnej śpiączki, a już go obrażają!
- Nie przeżywaj – uśmiechnął się ukazując piękne dołeczki w policzkach. Skoro już jesteśmy na łóżku…
- Witamy panią! Jak się czujesz? – do pokoju nagle wpadł nie kto inny, jak Zayn Malik i Niall Horan.
- Cześć chłopaki! – prawie krzyknęłam w euforii. Czuję, jakby minęły lata świetlne od mojego wyjazdu. – Hej, w ogóle, czemu jesteście w Anglii? – zapytałam ni stąd ni zowąd.
- Mówiłem, że będziemy przyjeżdżać, jak często się da – uśmiechy całej trójki i jestem w niebie. Brakuje tylko pana MarchewkiToMojeŻycie i Liam’a…
- Harry pójdziesz na dół po wodę? – zapytałam Styles’a w nadziei, że uda mi się porozmawiać chwilę z gołąbkami, niestety mój chłopak nie jest tak domyślny.
- Stoi na szafce obok ciebie, skarbie.
- Więc pójdź i sprawdź, czy nie ma cię w kuchni, okej? – odparłam. Chyba dobitniej się nie dało.
- Tylko mi jej nie skrzywdzić, barany – ostrzegł chłopaków Hazza i powoli wyszedł z pokoju. Nareszcie! Nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo się za nim stęskniłam, ale no… ONI!
- Gadać mi zaraz, co tam u was? – usiadłam na łóżku, ale zanim doczekałam się odpowiedzi, wpierw dostałam upomnienie, że mam teraz się położyć i odpoczywać, bo cośtamcośtam.
- Dobra, jak z Perrie? Zayn? – zapytałam, a ten zwiesił głowę. Oj, niedobrze.
- Hmm… Prawdopodobnie będę wujkiem – oznajmił Niall, a ja myślałam, że znów zasłabnę. Że co, do cholery!?
- Wait, what? Zay, czekam? – rzuciłam co raz bardziej zirytowana, że nie chce mi powiedzieć o co chodzi.
- Kiedy dziecko się urodzi, zrobimy testy na ojcostwo. Jest prawie pewne, że to… no wiesz… ja… I rozmawiałem z Jade, a ona zawsze jest ze mną szczera. Ona mówi, że Perrie była tylko ze mną w tym czasie… - Okej, teraz to już nie wiem, co o tym myśleć…
- A ty Niall? Co ty na to? – zapytałam. Tak wiem, to było bardzo inteligentne. Dziękuję za brawa.
- Ja… - chłopak zawiesił głos i spojrzał z czułością na Malika. – No cóż… Będę z tobą bez względu na wszystko. Co mogę poradzić? Zawróciłeś mi w głowie – zaśmiał się cicho. – A co do tego incydentu… Nie byłeś wtedy ze mną… - na koniec dodał jeszcze zdanie, które znienawidziłam przez moją byłą nauczycielkę od historii, ale wypowiedziane w takiej chwili brzmiało niesamowicie. – Prawo nie działa wstecz, co nie? – Zayn musnął delikatnie ustami jego policzek. W tym samym momencie Harry wrócił do pokoju i uśmiechnął się. Podszedł do mnie i również mnie pocałował.
Rodzinka nie do końca w komplecie, ale jest. Jest cudownie…
_______________________________________________________________________________
Jest! ;)
Wiem, że za dużo dialogów i ogólnie jest do bani, ale miałam ogromne wyrzuty sumienia, że nic nie było tak długo... A poza tym jest dziesięć po drugiej w nocy, a jutro śpiewam na koncercie... Mam nadzieję, że chociaż trochę się spodoba ;)
Wróciły nasze gołąbki, wierzę, że Wam to pasuje (Kate ;))
Pozdrawiam, misie :*

czwartek, 31 stycznia 2013

Chapter twenty - nine

Mieliście kiedyś takie uczucie ogromnej pustki? Jakby ktoś wyrwał kawałek waszego serca i zabrał go daleko, daleko od was. Nie? Ja też nie. I to jest smutne. Że Harry nie zabrał ze sobą kawałka mojego serca, tylko je całe. Od dwóch dni leżę w łóżku i nie mam siły gdziekolwiek wyjść.
- Lizzie! Za dwadzieścia minut chcę cię widzieć na dole ubraną, idziemy do kościoła! – głos dobiegający z parteru sprowadził mnie na ziemię. Właściwie to od piątku jestem na ziemi. I wcale mi się to nie podoba. Zdecydowanie nie. I absolutnie lepiej było w ramionach Harry’ego. W powietrzu. We śnie…
- Elisabeth! Nie możesz cały czas siedzieć w łóżku i udawać nieobecną, wstawaj – mama weszła do pokoju wnosząc za sobą również podmuch chłodnego powietrza, gdy otwierała drzwi.
- Już wstaję, nie widzisz? – odwróciłam głowę w jej stronę, a ona zamarła z przerażenia. Podbiegła do mnie i złapała moją twarz w swoje dłonie.
- Słońce, nic ci nie jest? Wyglądasz jak śmierć! – wykrzyknęła, a jej oczy jeszcze bardziej się rozszerzyły, choć podejrzewałam, że aż tak już nie można.
- No co ty mamo, dobrana gra słów, najpierw słońce potem śmierć, wyrabiasz się – zakpiłam, choć nie chciałam żeby to tak zabrzmiało.
- Liz, może jedźmy  do lekarza, jesteś strasznie blada… - uniosła rękę, by zaraz potem dotknąć nią mojego policzka. Swoją drogą była jakoś nienaturalnie ciepła. Albo może to mi jest zimno?
- Mamo, nie jestem chora.
- Więc dlaczego siedzisz w łóżku od dwóch dni? – zapytała siadając przy mnie.
- Bo TĘSKNIĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ! – odparłam, a ona tylko blado się uśmiechnęła.
- Tak, skarbie. To jasne, że tęsknisz, ale trzeba żyć dalej, niedługo się zobaczycie – pogładziła mnie po włosach. – No, a teraz się zbieraj, idziemy do kościoła.
- Juuuuuuż… - całą akcję przeciągałam jak najdłużej się dało, uwierzcie, ale nie jest z tym tak łatwo, gdy nad głową stoi twoja mama, co chwila popędzając i grożąc, że nie wyjdzie, dopóki nie wstaniesz. Wyszłam powolnie z łóżka i skierowałam się w stronę szafy. Otworzyłam drzwiczki i stanęłam w nich zastanawiając się, co założyć. Myślałam nad tym jakieś dobre dziesięć minut, aż wreszcie mama nie wytrzymała i poderwała się z miejsca.
- Liz, czy ty wiesz, która jest godzina!? – zapytała, a ja spojrzałam na zegarek, na ścianie. Dziwnie się rozmazywał. Zmrużyłam oczy, przez chwilę mrugałam powiekami, ale i to nic nie dało.
- Wygłupiasz się? – z otępienia wyrwał mnie głos Leslie.
- Nie, próbuję zrobić wiatr – zaśmiałam się, mimo że to było naprawdę dziwne. Tak z dnia na dzień? - Mamo, muszę iść do okulisty, wzrok mi się pogorszył.
- El, proszę . Nie żartuj teraz – cholera jasna, raz mi nie może uwierzyć, co!? Zwłaszcza kiedy mówię prawdę.
- Spoko – rzuciłam i zdenerwowana zaczęłam zdejmować z siebie ciuchy.
- Dziecko, czy ty coś w ogóle jesz!? – krzyknęła moja rodzicielka, ale chcąc pokazać, że jestem na nią wkurzona, nie zaszczyciłam jej nawet jednym spojrzeniem tylko powiedziałam:
- A nie widziałaś, jak wpieprzałam przez te ostatnie dwa dni!?
- Po pierwsze, nie tym tonem. A po drugie… Liz, błagam cię. Wyglądasz jak kościotrup… - załamała ręce i opuściła wzrok. Momentalnie zniknęła cała moja złość i zrobiło mi się jej żal. Dlaczego aż tak zadręczam ją moimi problemami? Powinnam naprawdę wziąć się w garść i nie pokazywać tego, co czuję w środku. Widać, że ranię tym bliskich… Nie zrozumcie mnie źle, nie powinniśmy skrywać naszych prawdziwych emocji, ale… Jasna cholera, nie mam już pojęcia, co z tym zrobić.
- Mamo… Nie martw się, wszystko będzie dobrze, obiecuję, że się poprawię – przytuliłam ją i usłyszałam ciche łkanie. No pięknie, Lizzie. Może chcesz spaprać coś jeszcze?
- Przecież tu nie chodzi o twoje zachowanie, głuptasie… - podniosła głowę i lekko uniosła kąciki swoich ust ku górze. – Wyglądasz na chorą.
- Mamoooo… - znowu… Jestem zdrowa!
- Liz, jeśli chcesz coś zrobić, żebym się lepiej czuła, to idź do lekarza – powiedziała. Super. Brakowało jeszcze tego, żeby własna rodzina mnie szantażowała. Cudownie.
- Czuję się dobrze.
- Ale tak nie wyglądasz.
- Ech…
- To ja dzwonię do doktor Selley – prawie krzyknęła i popędziła w stronę schodów. Pięknie, a przed chwilą była taka smutna. Halo! Przecież ja się jeszcze nie zgodziłam! Czy ktoś tu w ogóle zwraca uwagę na moje zdanie?
Rzuciłam się na łóżko i poczułam na policzku przyjemnie delikatny i chłodny materiał pościeli. No i tak mogłabym zasnąć…
- Liz! Ubieraj się, jedziemy! – cholera… Zastanawiam się czy mnie czasem nie prześladuje jakiś duch w rodzaju tych ze Scooby-Doo, który nie pozwala mi po prostu poleżeć w spokoju. Och, i tym duchem jest moja własna matka.
- Juuuż… - odkrzyknęłam i powlokłam się w stronę drzwi. Czuję, że to będzie długi dzień…


          ***
Kilka godzin później siedziałam na krześle w poczekalni obok gabinetu, z którego przed godziną wyszłam. W sumie było fajnie. Lubię pobieranie krwi i takie inne. To znaczy może niekoniecznie to, że trochę bolało i jakaś durna pielęgniarka musiała wkuwać się cztery razy, bo biedna nie mogła znaleźć żyły. No błagam! Ale poza tym, popatrzyłam sobie, jak moja krew spływa do probówki… Okej, już kończę, bo wiem, że pewnie większość z Was tego nie wytrzyma. W ogóle to jakoś ekspresowo mi robią te wszystkie badania. Dziwne… No ale co się będę spierać, nie ja tu pracuję i nie ja ustalam zasady.
- Skarbie, chcesz może wody? – zapytała mama po raz chyba szósty podchodząc do baniaka i sięgając po nowy kubek.
- Nie, dzięki – uśmiechnęłam się ciepło próbując podtrzymać ją jakoś na duchu. No bo przecież co mi mogło być? Od początku mówiłam, że to tylko tęsknota za Harry’m. „Tylko”…
- Pani Higgins, zapraszam – usłyszałam obok siebie miły głos lekarki. Mama o mało nie upuściła kubka. Jeeju…
Weszłyśmy do gabinetu i siadłyśmy na krzesłach stojących po drugiej stronie białego biurka. Swoją drogą to ładnie tu mają. Żółto zielone ściany, obrazy… A może to tylko po to, żeby uspokoić pacjentów?
- Niech panie posłuchają… Musimy jeszcze wykonać kilka badań, żeby potwierdzić diagnozę, ale… - moja mama nie dała jej dokończyć.
- Co się dzieje z moją córką? – zapytała z przejęciem wpatrując się w panią doktor. Dziwiłam się, że nie wywierciła jej tym wzrokiem oczu.
- No właśnie… Prawdopodobnie Elisabteh cierpi na…

______________________________________________________________________________
No! Dowiemy się w następnym odcinku :D
Dawno Was tak nie męczyłam :D
Przepraszam za tak długą nieobecność! Brak weny dało się u mnie wyczuć na kilometr, więc... ;c
No ale jest, ciężko było, ale jest :)
Kurczaki, dziękuję Wam wszystkim ze te wspaniałe ponad 24 tysiące! Jeju, jesteście tak niesamowici, że aż brak mi słów! Tym bardziej mi głupio, że Wy tu tak wchodziliście, a ja nic nie pisałam... 
Dobra, dosyć użalania się nad sobą! :)
Mam dla Was chyba dobrą nowinę :)
ZAŁOŻYŁAM TWITTERA! :D
Po tym, jak Jay McGuiness odpisał mojej przyjaciółce to uznałam, że cholera marzenia się spełniają i trzeba zacząć do nich dążyć! :)
Więc, jak macie jakąś sprawę, czy coś, te jakieś follow back i tym podobne (;p) to wbijać, bo ja dopiero się rozkręcam w tym wielkim świecie :)
Anniie_Poland

Pozdrawiam misie :*

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Chapter twenty - eight



- Obiecaj, że będziesz codziennie dzwonić po pięć razy dziennie – Harry pogładził mnie po włosach.
- Chyba boli cię głowa. Chcesz, żebym przez ciebie zbankrutowała? – zaśmiałam się, choć tak naprawdę w całej tej sytuacji nie było kompletnie nic zabawnego.
- Będę za wszystko płacił – powiedział z powagą mój chłopak, ponieważ widocznie wziął to na serio. Potargałam jego (układane przez pół godziny tego ranka) włosy i pocałowałam czule w usta.
- Jesteś głupi, wiesz o tym?
- Odezwała się ta najmądrzejsza! – Harry uśmiechnął się do mnie ukazując śnieżnobiałe zęby oraz urocze dołeczki w policzkach i… zaczął mnie gonić! Po lotnisku… Ludzie gapili się na nas, jak na idiotów, którym dopiero co udało się zwiać z wariatkowa, ale w tej chwili nie liczyło się tak naprawdę nic innego, oprócz nas. Kiedy wreszcie udało mu się mnie złapać, uniósł mój podbródek ku górze i najdelikatniej, jak tylko potrafił złączył swoje wargi z moimi. Starałam się, być tak subtelna, jak on, choć przyznaję, że było to ogromnie trudne zadanie, bo miałam ochotę się na niego rzucić. Teraz poproszę o brawa, ponieważ udało mi się powstrzymać!
- Będę za tobą tęsknił… - wyszeptał w moje włosy, które prawie skutecznie tłumiły jego cudowny głos. A ja chciałam go słyszeć. Codziennie. Kiedy będę się budzić.
- Samolot do Londynu odlatuje z… - bla, bla, bla. Naprawdę, nie miałam najmniejszej ochoty tego słuchać, bo jak zwykle coś musiało przerwać naszą chwilę. Ale tego nie dało się uniknąć. Harry widząc moją minę, wziął mnie na ręce (!) i zaniósł przed tę koszmarną latającą maszynę, której chyba zaczynam nienawidzić.
- Kocham cię, pamiętaj o tym. Dzwoń, pisz i o mnie nie zapomnij, dobrze? – spojrzałam na Harry’ego z trudem powstrzymując łzy, które w zastraszającym tempie wydzierały się na zewnątrz.
- Zastanawiam się, jak mógłbym o tobie zapomnieć, wariatko! – chłopak zaśmiał się i jeszcze raz mnie pocałował, lecz tym razem stanowczo i zdecydowanie. Tak, będę za tym tęsknić…
- Leć już, bo się spóźnisz.
- Chcę się spóźnić – powiedziałam wtulona w jego karmelowy sweter.
- Gwiazdorzysz? – Styles roześmiał się spoglądając na mnie swoimi pięknymi zielonymi oczyma. Wciąga mnie… Zaraz się nie wydostanę… Już prawie, chcę tu zost…
- Pani Higgins? Czekamy na panią. – Oczywiście! Jak zwykle! Ktoś musiał przerwać tę cudowną chwilę po raz drugi! Przysięgam,  wystosuję do nich jakieś pismo, bo to powinno być surowo zabronione, do cholery!
- Biegnij, ciemoku!
- Zamknij twarz, złodzieju marchewek!
- Teraz to przegięłaś! Nigdy w życiu nie ukradłem żadnej mar…
- Kocham cię.
- Ja ciebie też – tak zakończyliśmy tę jakże miłą konwersację i pobiegłam do samolotu.
Nie chcę stąd wyjeżdżać.
Nie chcę wyjeżdżać od niego.

* * *
- Skarbie, jak dobrze cię widzieć! – mama przybiegła do mnie od razu tuląc moje ciało do siebie. Tata tylko mnie przytulił i wziął walizkę.
- Też za wami tęskniłam – roześmiałam się.
- Czy ja wiem, czy my się tak stęskniliśmy… - dopiero po tych słowach zauważyłam, że jest z nimi Caitlin. Ukochana siostrzyczka…
- Jedźmy już, na pewno jesteś głodna – mama posłała mi spojrzenie pełne współczucia.
- Nie jestem. Tylko chce mi się spać – uśmiechnęłam się, ale musiało mi to wyjść słabo, bo wszyscy się na mnie dziwnie popatrzyli.
- No cóż, w każdym razie – tata pędził już w kierunku samochodu. Widocznie moja walizka była rzeczywiście ciężka. A Harry niósł ją przez tyle czasu… Właśnie, Harry… Na samo jego wspomnienie od razu posmutniałam, co moja rodzicielka szybko zauważyła.
- Kotku, nie martw się, niedługo się zobaczycie – na jej słowa troszkę się zdziwiłam. Okej, nie troszkę, tylko bardzo.
- Skąd ty… Ale jak…? – zaczęłam się jąkać.
- Na całym świecie jest o was huczno. Swoją drogą mogłaś mi powiedzieć, że jesteś z tym bardzo przystojnym chłopcem.
- Mamo! – roześmiałam się, a ona poszła w moje ślady. Może nie będzie tak źle…?
_________________________________________________________________________

Przepraszam, że jest taki krótki, po tak długim czasie!
Musiałam coś napisać, bo czuję się źle z tym, że tyle czasu nic nie było, choć i tak pisanie takiego tekstu zajęło mi sporo, ale ostatnio rzadko jestem na komputerze, masa nauki, sami wiecie. Jeśli coś się pojawi, to dopiero po świętach. Wybaczcie :*
I dziękuję, że jest Was coraz więcej! :*
Pozdrowienia skarby :* 
Wesołych :*

niedziela, 25 listopada 2012

Liebster Award vol. 4,5,6,7!

Jeeeeju, kochani! Zostałam nominowana jeszcze cztery razy! Massive thank you, nawet sobie chyba nie wyobrażacie, ile to dla mnie znaczy :) Jesteście cudowni, wiecie? Jak nie wiecie, to Wam mówię! :D
Dziękuję ♥

Pytania od Dreaaams :)
1. Ukochana piosenka, do której zawsze wracasz?
Ojeeeju... Power of Trinity - Chodź ze mną? :)
2. Jak często uśmiechasz się do nieznanych Ci osób i z jakich powodów?
Haha, codziennie :D Bo chcę, żeby im się zrobiło miło, żeby uważali, że jestem miłą osobą (bo jestem xd) i żeby obserwować ich reakcję :D
3. Opisz siebie w kilku zdaniach.
Hm, a mogą być słowa? :D Więc, jestem bardzo pogodną osobą, staram się rzadko "smutać", uwielbiam być w towarzystwie, jestem baaaaardzo leniwa, ale jak trzeba pomóc, robię to :)  Jestem wielką marzycielką i wciąż wierzę, że gdy tylko Harry Styles mnie zobaczy to zakocha się od pierwszego wejrzenia! :D
4. Najciekawsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłaś?
Hm, jeśli najciekawsza znaczy najbardziej szalona, to było to pływanie w morzu o 23:30, na Chorwacji z siostrą, sąsiadem i nowo poznaną koleżanką :D
5. Jaką słodkość lubisz najbardziej?
Dużo tego! :D Ale chyba będzie to śmietankowe ptasie mleczko ♥
6. Ulubiony ciuch należący do Twojej szafy?
Ooooo... Wszelkiego rodzaju koszule, a najbardziej czerwona w drobną kratkę :D
7. Na jakim instrumencie grasz, lub chciałabyś umieć grać?
Hm... Umiem trochę grać na flecie, na nerwach :D A po prostu marzę o tym, aby umieć grać na gitarze! Niestety jestem bardzo leniwa i... Spełzło na niczym :D
8. Ulubiona pora roku. Uzasadnij swoją odpowiedź w co najmniej 50 żartowałam, w 3 zdaniach. 
Chyba lato, bo wakacje, ale lubię też zimę, bo święta i taka magia :D
9. Jakie masz plany na jutrzejsze popołudnie?
O masz! Chyba... posiedzę i pomarzę sobie o pewnym panu Abraha.... :D

10. Co skłoniło Cię do napisania opowiadania i przedstawienia go na blogu?
Chęć sprawdzenia, czy komuś się to spodoba :D
11. Gdybyś miała przedstawić chłopaków z 1D jako zwierzęta, kto jakim by był?
Haha, ciekawe pytanie :D No więc... Harry - lew, Liam - żółw, Lou - leniwiec, Niall - mrówka, Zay - lemur :D

Pytania od Invictum :) 
1. Kto jest Twoim znienawidzonym artystą i dlaczego?
Ojeju, chyba nie mam takowego :)
2. Jakiej cechy nienawidzisz w ludziach?
Fałszywości. Tego, że wydaje Ci się, że wszystko jest super, a nagle okazuje się, że to zupełnie inna osoba niż myślałaś.
3. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
Przyjaźń, zdrowie moich najbliższych, wiara :)
4. Dlaczego zdecydowałaś się zacząć pisać?
Ta sama odpowiedź u góry :)
5. Jakie zasady uważasz w życiu za najważniejsze?
Nie bardzo zrozumiałam pytanie... Zasady? W sensie jakieś, nie wiem, motto? Jeśli tak, to "Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam" :)
6. Jakie jest Twoje motto?
O! xd Ja ogarnięta :D To u góry :D
7. Na co wydałabyś wygraną w totka?
Mmm... wyjazd do Anglii? Bilet na koncert? Nowy aparat? Na spełnienie marzenia mojej mamy :)
8. Jak opisałabyś siebie jednym słowem?
Pogodna :)
9. Jaki jest Twój sposób na smutek?
Hmm... wysmutać ten smutek? :D
10. Co najchętniej jadasz w KFC?
Rzadko tam chodzę, ale jeśli już to chyba nawet w zimę Krushers :D
11. Dlaczego Twój ulubiony nauczyciel w szkole jest tym ulubionym?
Haha :D Bo p. S. jest bardzo sympatyczna, lubi żartować, świetnie uczy :)

Pytania od Tyśka :)
1. Co Cię inspiruje?
Jejku, książki? Inne blogi?
2. Twoje hobby?
Fotografia to zdecydowanie, ale też śpiew i pisanie :)
3. Czemu postanowiłaś założyć bloga?
Odpowiedź up! :D
4. Od kiedy jesteś Directioner? 
Od marca, 2011 roku, czyli no już troszeczkę będzie :D
5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka 1D?
Hmm... Ciężko wybrać... Chyba I would, Over again, Everything about you, One thing... Okej, wszystkie! :D
6. Jakiej muzyki słuchasz (gatunek)?
Nie ograniczam się do jednego :)
7. Chciałabyś mieszkać w UK?
Oczywiście :) Mam taki zamiar, chociaż ciężko zostawiać tu wszystkich...
8. Jaka była twoja pierwsza myśl gdy zobaczyłaś 1D?
Szczerze to nie wiem, ale na początku byli mi obojętni :)
9. Chciałabyś poznać One Direction?
Która z nas by nie chciała!? :D
10. Twój ulubiony film? 
Pojutrze, Pamiętnik, Łatwa dziewczyna, Sztuka dorastania, Trzy metry nad niebem i wiele innych :)
11. Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje? 
Gdzieś do UK, ale może niekoniecznie do Londynu :)

Pytania od RoboCop. :)

1. Co Cię/ Was zmotywowało, by zacząć pisać bloga?
Odpowiedź up :D
2. Masz/ Macie bujną wyobraźnię, czy raczej piszesz z obowiązku?
Zdecydowanie to pierwsze! :D
3. Czy cieszysz się z nominacji?
Niesamowicie! :)
4. Czy jest taka osoba której nienawidzisz? Nieważne, czy ze szkoły czy też z świat z sławnych.
Niestety tak :D Taki jeden pan ze szkoły, bardzo przystojny dodam :) (Dreamer... :D)
5. Lubisz swojego wychowawcę?
Uwielbiam! :D Jest po prostu rewelacyjna! :D
6. Czy dzięki książkom potrafisz "odpłynąć"?
Oczywiście, czasami zaczynam czytać w trakcie prowadzenia przez kogoś rozmowy, a potem nagle się włączam i pytam wszystkich o co chodzi :D Btw, nikt mi nie chce powiedzieć! :D
7. Kiedy pokochałaś 1D?
W marcu, 2011 roku :) Trafiłam przypadkiem na bloga mojej znajomej, Directioner i... tak się wszystko zaczęło :) Myślę, że pierwszą pokochaną przeze mnie ich piosenką było More than this :')
8. Jacy są twoi ulubieni piosenkarze/ piosenkarki/ zespoły?
One Direction :) Ale oprócz tego uwielbiam słuchać głosu np. Janet Devlin :)
9. Jakie masz plany na przyszłość?
Hm, chcę wyjechać do UK, być z mężczyzną mojego życia, zostać nauczycielką angielskiego, rozwijać swoje pasje jakimi są fotografia i śpiew :)
10. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Hm...  być może Power of Trinity - Chodź ze mną :)
11. Co lubisz robić w wolnym czasie?
Spotykać się z przyjaciółmi, buszować po Internecie, czytać książki, przerabiać zdjęcia, oglądać filmiki z chłopcami :')

No, uporałam się! :D
Jeszcze raz z całego serca Wam dziękuję! :*
Trzymajcie się cieplutko, kochani! :*